Dziś chciałabym się pochwalić dwoma książkami, które udało mi się ostatnio wygrać w blogowych konkursach.
Pierwszą z nich jest "Klug" Kaspera Bajona, wygrany u Leny173. Biorących udział w konkursie autorka bloga poprosiła o dokończenie zdania:
Książki są dla mnie jak...
Nie zastanawiając się zbyt długo, stwierdziłam, że dają mi taką radość, jak mój psiak i dokończyłam:
...merdający ogon mojego psa :)
Kolejną wygraną pozycją jest "Miłość za kilka włosów" Mohammeda Mrabeta, za którą dziękuję Versatile. Tutaj sprawa była już nieco bardziej skomplikowana - trzeba było opisać swój sen. A że sny miewam czasem tak pokręcone, że trudno cokolwiek z nich sklecić, musiałam jeden z nich naprawdę wymęczyć, aby przelać go na papier. Ja nie sądzę, że jestem najnormalniejszą osobą na świecie i po przeczytaniu go pewnie też zaczniecie w to wątpić, ale jeżeli macie ochotę, zapraszam poniżej :)
Wraz z przyjaciółką wybrałyśmy się na przejażdżkę autem. Zauważywszy, że
powoli kończy nam się benzyna, zjechałyśmy na stację paliw, aby
zatankować i móc spokojnie kontynuować podróż. Tam podszedł do nas
pewien mężczyzna. Zaczął rozmowę pytaniem skąd jesteśmy. Z początku
starałyśmy się być grzeczne, lecz po chwili, kiedy już zaczęło nam się
spieszyć, a jegomość był coraz bardziej namolny, nasza cierpliwość się
skończyła i odburknęłyśmy coś niezbyt przyjemnie. W tym momencie
mężczyzna zupełnie stracił nad sobą panowanie. Stawał się coraz to
bardziej agresywny i zdawało się, że również fizycznie zaczął rosnąć. Po
chwili, ku naszemu przerażeniu, przybrał on kształt ogromnej pumy,
wyszczerzył do nas kły, a z pyska pociekła mu ślina. Nie zastanawiając
się zbyt długo, wskoczyłyśmy do samochodu i ruszyłyśmy czym prędzej
przed siebie. Monstrualnych rozmiarów zwierzę rzuciło się za nami w
pościg. I tak jechałyśmy niesamowicie roztrzęsione, obracając się co
chwilę do tyłu i oceniając odległość, jaka dzieli nas od bestii, lecz ta
wcale nie chciała się zmniejszyć. Nagle naszym oczom ukazało się
skrzyżowanie, skręciłyśmy na nim w prawo, po czym okazało się, że
wjeżdżamy do miasta. Wtedy zdawało się, że wielka puma odrobinę się od
nas oddaliła. Postanowiłyśmy więc ukryć samochód w jakiejś bramie i
schować się gdzieś, gdzie będziemy miały szansę przeczekać napór pumy.
Ulokowałyśmy się bezpiecznie w pierwszym lepszym budynku i przez szparę w
drzwiach obserwowałyśmy, jak rozsierdzona bestia wpada do miasta, lecz
na szczęście mija naszą kryjówkę i pędzi dalej, a mieszkańcy w panice
ustępują jej drogi. Po dłuższym czasie, kiedy wrzawa już znacznie
ucichła, moja przyjaciółka stwierdziła, że nic nam nie grozi i opuściła
budynek, w którym się ukrywałyśmy. Ledwo jednak przekroczyła jego próg, a
przerażające zwierzę, które wydawało się jeszcze większe niż
dotychczas, rzuciło się na nią i pożarło ją na moich oczach. Zrozpaczona
i wystraszona do granic możliwości, lecz wciąż schowana za drzwiami
kryjówki, uszłam z życiem. Zdawałam sobie jednak sprawę z tego, że to
jeszcze nie koniec, a puma nie spocznie dopóty, dopóki mnie nie
dopadnie.
Jak się później okazało potwór ten rządził miastem, do którego niechybnie udało nam się wjechać i raz dziennie odbywa się jego pochód, aby wierni mieszkańcy mogli mu złożyć pokłon. W czasie jego trwania wszystkie budynki musiały być puste tak, aby bestia miała pewność, że nie ma ani jednego człowieka, który by ją zlekceważył. Nie miałam wyjścia, musiałam opuścić kryjówkę i schować się gdzieś w tłumie przerażonych ludzi. Postanowiłam ukryć się w krzakach, a z pomocą przyszła mi pewna dziewczyna, która przykryła mnie liśćmi i gałązkami. Potwór przeszedł tuż obok mnie, na szczęście mnie nie zauważając. Nie znaczyło to jednak, że od tej pory będę bezpieczna. Kiedy już pochód się skończył, dziewczynie zrobiło się mnie żal i postanowiła dać mi schronienie pod swoim dachem. Mieszkała z siostrą i jej chłopakiem. Podziękowałam za okazaną mi pomoc i udałyśmy się do jej mieszkania, gdzie w końcu mogłam choć odrobinę odpocząć. Poszłam do łazienki, aby umyć ręce. Do mieszkania wchodził akurat chłopak jej siostry, spojrzałam w lustro i natrafiłam na jego wzrok. Był to mężczyzna, którego poznałam kilka godzin wcześniej na stacji paliw.
Jak się później okazało potwór ten rządził miastem, do którego niechybnie udało nam się wjechać i raz dziennie odbywa się jego pochód, aby wierni mieszkańcy mogli mu złożyć pokłon. W czasie jego trwania wszystkie budynki musiały być puste tak, aby bestia miała pewność, że nie ma ani jednego człowieka, który by ją zlekceważył. Nie miałam wyjścia, musiałam opuścić kryjówkę i schować się gdzieś w tłumie przerażonych ludzi. Postanowiłam ukryć się w krzakach, a z pomocą przyszła mi pewna dziewczyna, która przykryła mnie liśćmi i gałązkami. Potwór przeszedł tuż obok mnie, na szczęście mnie nie zauważając. Nie znaczyło to jednak, że od tej pory będę bezpieczna. Kiedy już pochód się skończył, dziewczynie zrobiło się mnie żal i postanowiła dać mi schronienie pod swoim dachem. Mieszkała z siostrą i jej chłopakiem. Podziękowałam za okazaną mi pomoc i udałyśmy się do jej mieszkania, gdzie w końcu mogłam choć odrobinę odpocząć. Poszłam do łazienki, aby umyć ręce. Do mieszkania wchodził akurat chłopak jej siostry, spojrzałam w lustro i natrafiłam na jego wzrok. Był to mężczyzna, którego poznałam kilka godzin wcześniej na stacji paliw.

