Tytuł: Miłość za kilka włosów
Autor: Mohammed Mrabet
Wyd.: Świat Książki
Rok wydania: 2008
Ilość stron: 205
Pamiętam zajęcia tłumaczeniowe z języka arabskiego w czasie studiów. Dostawaliśmy opowiadanie wybranego przez wykładowcę pisarza i rozpoczynaliśmy żmudną pracę nad rozwikłaniem, co też ukrywa się za nieskończonym ciągiem "robaczków". W ruch szły słowniki, a kiedy kolejny wyraz okazywał się niemożliwym do odnalezienia, nierzadko musieliśmy się również posiłkować własną wyobraźnią. Tłumacząc tekst słowo w słowo, sprawialiśmy, że nabierał on sensu i brzmiał całkiem logicznie. Całość składała się jednak z prostych zdań i licznych powtórzeń, dlatego też dzieła nie odbierało się poprzez pryzmat dobrej literatury, lecz jako twór niedoświadczonego początkującego tłumacza. Zmęczony tekst nie dawał nam przyjemności ze zgłębiania go, łączył się jedynie z uczuciem ulgi, że oto nadszedł kres naszych katuszy.
Czytając tę książkę, miałam nieodparte wrażenie, że czytam właśnie coś na wzór tych naszych uczelnianych wypocin, i już naprawdę zgłupiałam. Może arabscy pisarze po prostu mają takie pióro - pomyślałam. Może nie da się tego przetłumaczyć lepiej. Sprawdziłam zatem język oryginału. Okazało się jednak, że marokański autor spisał swą powieść po angielsku. Chciałam chyba znaleźć jakieś wytłumaczenie dla tego dzieła, ale tak naprawdę trudno stwierdzić, czy wina leży po stronie tłumacza, czy sama historia opowiedziana jest w bardzo przeciętny sposób.
Mrabet wtajemnicza nas w losy dwójki bohaterów. Jednym z nich jest Mohammed - młody chłopak mieszkający i pracujący w hotelu swego przyjaciela Anglika. Życie z nazarejczykami, jak muzułmanie zwykli nazywać chrześcijan, obfituje w liczne libacje alkoholowe, które prowadzą siedemnastolatka do uzależnienia od napojów wysokoprocentowych i tytoniu. Rodzina się od niego odsuwa, a dziewczyna, w której się podkochuje daje mu kosza. To właśnie ona staje się drugą główną bohaterką opowieści, kiedy Mohammed postanawia rzucić na nią czar miłości. Kradnąc z jej grzebienia kilka włosów, udaje się do wróżbiarki i kupuje uczucie swej wybranki Miny, aby ta w końcu mu uległa.
Sama historia, choć może nie do końca w moim guście, byłaby zjadliwa, jednak sposób w jaki jest spisana pozostawia wiele do życzenia. Czyta się ją niczym szkic powieści, która dopiero ma powstać, która ma być ubrana w ładne finezyjne słowa, i która nabierze płynności pod czujnym okiem redaktora. Proste zdania to generalnie nie jest zarzut, niemniej w tym konkretnym przypadku ma się wrażenie, że autor opowiedział tę historię znajomemu na ulicy.
Jedyny naprawdę pozytywny akcent w "Miłości za kilka włosów" to moment, kiedy kończymy ostatnie jej zdanie, a kolejne strony otwierają przed nami trzy odrębne opowiadania Mrabeta: El Fellah, Święty przez przypadek i Sajjad. Dopiero w tych krótkich formach autor pokazuje na co go stać. Czyta się je przyjemnie, odczuwa się klimat arabskich krajów i wszystko zdaje się być na swoim miejscu. Jeżeli więc książka ta wpadnie w Wasze ręce, polecam przejść od razu na sam koniec. Reszta raczej nie warta jest zachodu.
3/6
Pozycję tę przeczytałam w ramach wyzwania Z literą w tle.
