piątek, 12 lipca 2013

Fokus na hokus pokus!






Tytuł: Iluzja (Now You See Me)
Reż.: Louis Leterrier
Produkcja: USA
Premiera: 28 czerwca 2013
Gatunek: kryminał, thriller
Czas trwania: 1 godz. 55 min.  







Magia jest iluzją, kłamstwem. Nie dajcie się nabrać. Wszystko, co dane wam będzie tu zobaczyć nadszarpnie nieco waszą percepcję, przestaniecie ufać własnym zmysłom, spostrzegawczość schowa się w kąt. Zastanowicie się, czy to wciąż rzeczywisty świat sprytnych sztuczek prestidigitatorów, czy może już nieodgadniona kraina czarów. Granica między nimi zaciera się, a odbiór zależy jedynie od tego, jak twardo stąpacie po ziemi, i czy potraficie dojrzeć podstęp wśród plątaniny zgrabnych ruchów wyćwiczonych magików.

Oderwijmy się zatem na chwilę od sznurów realności, które opinają nas na co dzień swym ciasnym splotem, dajmy się zaczarować, omamić, przymknijmy oko na niedoskonałości, niedopowiedzenia i nieścisłości tych czarów marów i spędźmy niecałe dwie godziny poddając się czystej "Iluzji".


Oto kolejny amerykański heist movie - film o umiejętnie ukartowanym wielkim napadzie, tym jednak razem nieco nietypowym. Nie dość, że odbywa się on podczas magicznych występów i dokonują go zmyślni iluzjoniści, to jeszcze zgarnięty majątek, wzorem Robin Hooda, oddawany jest dotkniętym kryzysem i wszelkimi niesprawiedliwościami systemu ludziom.

Wszystkich bohaterów poznajemy najpierw z osobna. Los łączy ich dopiero na dalszym etapie życia, kiedy każdy z nich obrał już ścieżkę swej magicznej kariery. Mamy tu zatem piękną artystkę cyrkową, której nie straszne są ostre zęby piranii, przebiegłego złodziejaszka, używającego magicznych sztuczek do efektywnego okradania niczego nieświadomych widzów jego jednoosobowego spektaklu, karcianego wirtuoza, oraz hipnotyzera, potrafiącego czytać w umysłach swych "ofiar". Ci Czterej Jeźdźcy tworzą kwartet, z którym problem mają najlepsi przedstawiciele prawa w kraju. Jak bowiem udowodnić, że ich czarodziejskie poczynania niezgodne są z prawem, kiedy nie wiemy nawet, gdzie tkwi haczyk?


Film jest bardzo barwny, a szybkie tempo narzucone przez reżysera nie pozwala nam się nudzić. Logicznie trochę zgrzyta, nie chodzi w nim jednak przecież o skrupulatne tłumaczenie magicznych wyczynów czwórki przebiegłych iluzjonistów, nie wszystko musi być tu jasne, nie taka jest wszak idea iluzji. Wspaniałe efekty specjalne, świetnie dobrani aktorzy i, być może lekko dziurawy, acz mimo wszystko ciekawy, scenariusz budują w nas przekonanie, że to film, na który warto poświęcić tę krztynę wolnego czasu.

Zaczyna się wręcz bardzo dobrze. Jesteśmy zachwyceni Czterema Jeźdźcami, szafującymi swymi skrzętnie obmyślonymi sztuczkami na prawo i lewo. Lecz, im dalej w las, tym bardziej przekombinowany staje się ten obraz, doprowadzając nas wprawdzie do ogromnie zaskakującego finału, dającego widzom pstryczka w nos swym nieoczekiwanym rozwiązaniem, ale taka kumulacja akcji i przeróżnych splotów wydarzeń, poczęstowała mnie zdecydowanym przesytem.

"Iluzja" to, pomimo moich subiektywnych uprzedzeń, film, który prawdopodobnie zaczaruje niejednego widza. Jest idealną produkcją na wakacyjny, leniwy czas, kiedy jedyne, czego pragniemy to lekkostrawne, plastyczne i wciskające w fotel kino. Mnie pod tym względem zdecydowanie nie zawiodła.

4.5/6


niedziela, 7 lipca 2013

Życie jest bardziej przerażające niż śmierć*







Tytuł: Strasznie głośno, niesamowicie blisko
Autor: Jonathan Safran Foer
Wyd.: W.A.B.
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 496







Ile mieliście lat w 2001 roku? Chodziliście do szkoły, pracy? W jaki sposób dowiedzieliście się o tragedii z 11 września? Pamiętacie tę chwilę? Pytam całkowicie intencjonalnie, bo bardzo mnie to ciekawi. Nie wiem czy nastroiła mnie tak ta książka, czy może po prostu przypomniała mi o moich własnych doświadczeniach i spowodowała, że pragnęłabym poznać i te dziejące się w zupełnie innych miejscach świata, a przynajmniej Polski, i niemające bezpośredniej styczności ze skutkami zamachu. 

Ja chodziłam wtedy do liceum. Pamiętam dwie dymiące wieże na ekranie telewizora rodziców i szok, jaki ten widok we mnie wywołał. Pamiętam też, że nikt jeszcze dokładnie nie wiedział, co się wydarzyło, ale wszyscy zamarli w oczekiwaniu na to, co będzie dalej. Zginęło już wtedy sporo ludzi, kolejni byli nie do odratowania. I choć wszystko to miało miejsce gdzieś na drugim końcu półkuli, śledziłam te sceny z rozdziawionymi ustami i równie szeroko otwartymi oczyma, nie wierząc w to, co widzę. Na drugi dzień w szkole wszyscy byli nieco przytłumieni, również nauczyciele nie mieli ochoty na normalne lekcje, poruszając głównie temat tragedii. Przez następne lata był on oczywiście wałkowany przez media, wyszło na jaw, kto stał za zamachem i sprawa ta przestała być zasnuta kotarami tajemnicy. Ofiary wciąż wspominane są z nabożnym szacunkiem, rodziny nadal je opłakują, lecz to czego nie zapomnę, to właśnie ten pierwszy moment, w którym dowiedziałam się, co się stało.

Jak zatem musiał czuć się chłopiec, którego ojciec zginął w ten właśnie sposób? Jak niewyobrażalnie boleśnie znosić musiał tę stratę? Była to nie tylko tragedia odciskająca piętno na Stanach Zjednoczonych, była to także tragedia jednostek i właśnie o niej opowiada książka Jonathana Safrana Foera. Mówi ona o indywidualnym cierpieniu, o życiu po utracie bliskiej osoby i o próbie radzenia sobie z tym, czego nie można cofnąć. Mówi jednak na tyle nietuzinkowo, że już sam ten fakt jest w niej wart uwagi.

Oscar Shell to niezwykle rezolutny dziewięciolatek, dziecko zupełnie nietypowe i nad wiek dojrzałe. Pisuje listy do Stephena Hawkinga, zatapia się w rockandrollowych dźwiękach Beatlesów, uwielbia język francuski, tworzy piękną biżuterię, grywa w szekspirowskich dramatach i jest wynalazcą przeróżnych mniej lub bardziej użytecznych przedmiotów. Wieść o śmierci ukochanego taty paraliżuje jego życie, a sama żałoba wywołuje w nim przeróżne odczucia i równie odmienne potrzeby tłumienia wywołanych nią bólu i żalu. Pewnego dnia chłopiec znajduje pewien tajemniczy klucz, który zdaje się być powiązany z jego ojcem. Widok ten rodzi w jego umyśle żądzę rozwiązania zagadki, a że znalezisko znajdowało się w kopercie z napisem "Black", Oscar planuje znaleźć każdą osobę o tym nazwisku i za wszelką cenę dowidzieć się, cóż takiego otwiera ten enigmatyczny przedmiot.

Każda sobota z życia młodzieńca wiąże się z wędrówką do kolejnych mieszkań, z poznawaniem przeróżnych osób, kryjących się pod tak popularnym nazwiskiem i związanymi  z nimi historiami. Opowieść ta opisywana jest z perspektywy chłopca, to on jest jej narratorem, co czyni ją znacznie ciekawszą. Jego dochodzenie w sprawie dziwnego znaleziska przeplatane jest jednak wynurzeniami z życia  jego babci, a także dziadka, który zostawił swą żonę jeszcze zanim urodziło się ich wspólne dziecko - ojciec Oscara. Połączeni tragedią związaną ze zbombardowaniem Drezna, spędzili ze sobą część życia, złączyły ich wspólny ból, wspólne troski, dramaty i przyzwyczajenie, którego nie ukrywali nawet za szyldem uczuć.

Całość zdaje się z początku nieco chaotyczna. Przeplatające się historie nieco się mieszają i potrzebowałam chwili, żeby je ogarnąć. Książka ta jest jednak pozycją na tyle nietypową, ciekawą i przykuwającą uwagę, że czytało się ją z zapartym tchem, a zdjęcia, pojawiające się czasami, obrazując podjęty temat dodawały jej smaku. Nie czytałam poprzedniego dzieła autora, ale teraz z pewnością to nadrobię. Jestem pewna, że warto.

5/6

*s. 452

środa, 3 lipca 2013

Po drugiej stronie. . . szafy






Tytuł: Dziewczyna z szafy
Reż.: Bodo Kox
Produkcja: Polska
Premiera: 14 czerwca 3013
Gatunek: dramat, komedia
Czas trwania: 1 godz. 30 min. 







Rozpoczyna się przyjemnie. Błękitne niebo, delikatne białe chmurki płyną po ekranie i przeciskają się gdzieś między napisami początkowymi. Muzyka nastraja pozytywnie i melancholijnie zarazem. Nazwisko debiutującej w filmie aktorki pojawia się jako pierwsze i bardzo podoba mi się to niewypychanie gwiazd vel popularnych aktorów na piedestał i promowanie młodych talentów. Rozmarzam się, zaczynam pałać do filmu przychylnymi emocjami i czekam, co będzie dalej.

Z chmur spadamy brutalnie na ziemię. Blokowisko, szary beton, bezbarwne ulice, chodniki, brzydkie klatki schodowe, nawet trawa ma tu odcień wyblakłej zieleni. Suniemy po dziurawych ścieżkach, lekko rzednie nam mina, lecz oto kapie na nas kropla kolorowej farby - pojawiają się nasi bohaterowie, barwne ptaki na firmamencie przytłaczającej zwyczajności. Patrzymy na nich najpierw nieco z przymrużeniem oka, nie wiemy jeszcze, jak się do nich ustosunkować, bo dziwne to takie i nieprzewidywalne. Każdy z nich jest na swój sposób osobliwy, wszyscy są trochę samotni, trochę nieszczęśliwi, odrobinę zagubieni i szukający swego miejsca na ziemi, co czyni ich bardzo ludzkimi i zupełnie oderwanymi od rzeczywistości jednocześnie.


Tomek jest introwertyczny i autystyczny, żyje w świecie, w którym po niebie snują się wielkie zeppeliny. Godzinami patrzyłby w przestrzeń, którą rysuje jego wyobraźnia, a która dla widza jest jedynie pustym obrazem nudnego nieboskłonu. Jacek, brat Tomka, to gaduła i kobieciarz, zbyt często lokujący swe uczucia nie tam, gdzie trzeba, lecz kochający swego brata i dbający o niego jak tylko potrafi. Jest wreszcie i ona - Magda, niedoszła samobójczyni, zamknięta w sobie, zamknięta w szafie, otaczająca się wonią marihuany i środków odurzających, które prowadzą ją przez chaszcze zielonych gajów wprost do rajskiej błogiej krainy zapomnienia. W tle przewija się również sąsiadka, pani Kwiatkowska, stanowiąca kwintesencję beretów z moheru, zaściankowości, ignorancji i złośliwości, wyrzucanych z jadem na lekko nietypowych mieszkańców bloku; a także poczciwy stróż prawa nieszczęśliwie zakochany w Magdzie i próbujący zdobyć choć cień jej zainteresowania.


Humor miesza się tu z groteską, niezwykłe wytwory otumanionych narkotykami umysłów, czy omamy wywołane chorobą, przeciwstawiają się wielkiej betonowej płycie rodem z czasów PRL-u. Reżyser lawiruje między przytłaczającą szarzyzną i barwnymi wizjami, które pomagają bohaterom utrzymać się na powierzchni życia. W trywialny, zdawałoby się, sposób opowiada o rzeczach ważnych, o problemach trapiących współczesne społeczeństwo, o outsiderach, o samotności w tłumie, o niezrozumieniu. Nawet zakończenie wzbudza niejednoznaczne odczucia: ulgę, smutek, radość, żal, zwątpienie i nadzieję.

Jaki zatem mainstream stworzył ten off-owy przecież twórca? Z jakim skutkiem wtargnął do multipleksów? Dla mnie było to kino, jakiego brakuje wśród współczesnych polskich produkcji. Trochę kameralne, niebanalne, proste, ale urzekające, z przesłaniem, ale nie pompatyczne, z humorem, lecz bez śmieszności. Wszystko zdawało się tu posiadać idealnie wyważone proporcje. Dopisali również aktorzy, dosłownie każdy z nich perfekcyjnie wczuł się w odgrywaną rolę, tworząc nietuzinkową i pełnowymiarową postać. I muzyka! Ach, cudowna! 
 
Zapraszam do kina! Nic dodać, nic ująć.

5/6

niedziela, 30 czerwca 2013

Cykl fotograficzny # 11 - moje okolice

Dzisiaj pobawimy się w zgadywanie. Jak myślicie, jaki to rejon Polski? Myślę, że trudno sobie wyobrazić łatwiejszą zagadkę :)











wtorek, 25 czerwca 2013

Wcale nie takie małe







Tytuł: Małe kobietki
Autor: Louisa May Alcott
Wyd.: MG
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 304







XIX-wieczne powieści nigdy mnie nie kręciły. Będąc małą dziewczynką nie zaczytywałam się w opowieściach o Ani z Zielonego Wzgórza, a jako dwudziestolatka nudziłam się jak mops, czytając "Dumę i uprzedzenie". Szerokim łukiem omijałam romanse, książki o kobiecych losach. Wolałam zaczytywać się w czymś, co według mnie, było bardziej wartościowe i lepiej współgrało z moją osobowością. Nadszedł jednak czas, kiedy postanowiłam przełamać te drzemiące we mnie uprzedzenia i zaczęłam zerkać z ciekawością również na inny typ literatury niż dotychczas. Postanowiłam zaniechać swojej książkowej dyskryminacji i sięgać po gatunki, które wcześniej wydawały mi się obce. Tym sposobem przekonałam się, że i romans potrafi być dobry, wciągający i wartościowy, a książki dla płci pięknej i o niej ciekawe i zupełnie nienużące. I tutaj przemycę naukę dla was, Drodzy Czytelnicy, wykazujący się obcesowym rasizmem wobec literatury polskiej/science fiction/dla kobiet/jakiejkolwiek innej (niepotrzebne skreślić). Mogą nas w ten sposób ominąć prawdziwe literackie przygody. Ściągnijmy klapki z oczu i poddajmy się tym książkowym eksperymentom. Naprawdę warto.

"Małe kobietki" to książka dla młodzieży, krąg ten zacieśniłabym wręcz do nastolatek, jeżeli mamy już wkładać ją ściśle w jakąś szufladę. Jest to powieść niezwykle grzeczna, poukładana, zdaje się, że pisana głównie dla panienek z dobrych domów. Moralizatorstwo, purytanizm, schematyczność - wszystko to możemy zarzucić jej bez mrugnięcia okiem, bo będzie to prawdą. Kiedy jednak przekraczamy próg domostwa państwa March, a naszym oczom ukazują się cztery zupełnie różne tytułowe kobietki, które przywitają nas z otwartymi ramionami, poczęstują herbatą, ciastkami i zabawią interesującymi historyjkami z życia lub ze świata wziętymi, ustępujemy. Nie oceniamy, nie marudzimy, nie grymasimy, tylko czytamy.

Ta książka jest po prostu przesympatyczna! Rozpościera przed nami uroczą słodko-gorzką historię, w której jednak nie ma zbyt wiele miejsca na konkretną porcję goryczy. Pojawia się tam ona właściwie jedynie po to, aby nas nie zemdliło, jako przeciwwaga dla miłych bohaterek powieści, które, choć nie są bez wad, na naszych oczach usilnie z nimi walczą. Poznajemy cztery siostry. Najstarsza i najpiękniejsza z nich to Meg, wchodząca powoli w dorosłość i jednocześnie odrobinę tym faktem onieśmielona. Jest tu także Jo, istna chłopczyca, która zaraża wszystkich optymizmem i żywiołowością, Beth, nieśmiała i zamknięta w sobie artystyczna dusza, oraz Amy, która jest najmłodszą, ale również najbardziej przemądrzałą z sióstr.

W tle "Małych kobietek" tli się okres wojny secesyjnej, wątek ten jednak nie dominuje, lecz naznacza w pewien sposób losy dziewcząt, zmuszonych do życia bez swego ojca, w okowach ciągłego zamartwiania się o jego los. Ogromną podporę stanowi tutaj ich matka - kwintesencja namacalnej dobroci. Nie wszystko jest kolorowe i usłane różami. Siostry mają swoje wzloty i upadki, pracują ciężko nad swoim charakterem i radzeniem sobie w trudnych finansowo czasach. Mając jednak tak stabilną podporę w postaci kochającej się rodziny, można przecież wszystko przezwyciężyć (tu ukłon w stronę moralizatorskiej strony powieści).

Ujęła mnie ta książka, przyznaję się bez bicia. Swoim ciepłem, prostotą, głównymi bohaterkami. Myślę, że nie tylko nastolatka znajdzie w niej coś dla siebie i że każda, mała czy duża, kobietka powinna wpisać ją na listę lektur obowiązkowych. Ja zrobiłam to już jakiś czas temu i zdecydowanie nie żałuję.

5/6

Książkę przeczytałam w ramach Setki BBC.

*********************************

Na koniec jeszcze taka mała blogowa prywata. Miało być wprawdzie z pompą, tortem, szampanem i w osobnym poście, ale niefortunny brak czasu sprawił, że i recenzję chciałam tu dziś wcisnąć. Do czego jednak tak nieudolnie zmierzam? Otóż mój blog obchodzi dziś pierwsze urodziny. Dziękuję Wam zatem bardzo, że byliście przez ten czas ze mną, moimi książkami, filmami, lepszymi i gorszymi pomysłami, zdjęciami, a czasem nawet i psem :). Mam nadzieję, że spędzimy razem również kolejny rok.



sobota, 15 czerwca 2013

Kalendarium # 06/2013


Subiektywny przegląd zapowiedzi filmowych, czyli alternatywa dla czerwcowych spacerów:


7 czerwca

"Dziewczynka w trampkach" (Wadjda) to produkcja rodem z Arabii Saudyjskiej, opowiadająca właśnie o tych rejonach, o życiu tam, o życiu kobiet. Zbuntowana dziesięciolatka marzy o rowerze. Marzy o nim w kraju, w którym osoby jej płci mają zakaz prowadzenia pojazdów i pragnie tę zachciankę za wszelką cenę zrealizować. Czy jej się to uda i czy będzie to historia gorzka, czy pogodna - sama jestem ciekawa.

Film ten zdobył trzy nagrody na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Wenecji oraz nominację do nagrody w konkursie "Horyzonty".











14 czerwca

Wbrew pozorom i stereotypom uwielbiam polskie filmy i nie przestaję wierzyć w nasze rodzime kino. Co roku, oprócz godzących w gust szanującego się kinomana głupkowatych komedii, trafić możemy na prawdziwe perełki. Tego też spodziewam się po obrazie "Dziewczyna z szafy", który wydaje się być niezwykle ciepłą i zabawną historią, rodem z magicznych pól wyobraźni reżysera. Głównymi bohaterami są Jacek i jego niepełnosprawny brat, tracący często kontakt z rzeczywistością. Wszystko zmienia się, gdy na ich drodze staje wrzucona w depresję sąsiadka. Już dziś wiem, że wybiorę się na ten film do kina. A Wy?

Produkcja ta otrzymała kilka nagród na Festiwalu Debiutów Filmowych "Młodzi i film" w Koszalinie, w tym za najlepszy film, cztery nagrody na Ogólnopolskim Festiwalu Filmowym Prowincjonalia, dwie Tarnowskie Nagrody Filmowe oraz nominację do nagrody "Perspektywa" im. Janusza Kuby Morgensterna.


Zapewne kojarzycie Danny'ego Boyle'a z filmów takich jak "Trainspotting", czy nominowanych do Oscara "Slumdog Milioner z ulicy" i "127 godzin". W tym miesiącu reżyser ten wraca do kin z nową produkcją. Tym razem jest to hipnotyzujący (dosłownie i w przenośni) thriller "Trans" (Trance). Będzie o kradzieży wartościowych obrazów, utracie pamięci i sposobach, jak ją odzyskać. Może być całkiem ciekawie.











Parada równości nikogo już w dzisiejszych czasach nie dziwi. Inaczej ma się jednak sprawa we wciąż konserwatywnej Serbii, w której kwestia ta nadal nie wychodzi poza ramy tabu. Film "Parada" opowiada o losach i zmaganiach tamtejszych homoseksualistów. Powinno być trochę zabawnie, trochę dramatycznie i dosyć nietuzinkowo. 

Film zdobył trzy nagrody na Berlinale oraz nagrodę i nominację na MFF GLBT w Turynie.









Jeżeli oglądaliście "Drive" i kojarzycie Ryana Goslinga, prawdopodobnie możecie mniej więcej domyślać się, czego spodziewać się po filmie "Tylko Bóg wybacza" (Only God Forgives). Będzie trochę mroczny, może i mocny i brutalny, trochę przemilczany, z ciekawą ścieżką dźwiękową. Przynajmniej ja tak go widzę i pewnie prędzej czy później się na niego skuszę, bo każdy film z tym aktorem to dla mnie "must watch".

Obraz ten zdobył nominację do Złotej Palmy w Cannes.











21 czerwca

W tym miesiącu czeka nas też gratka dla wielbicieli superbohaterów. Oto pojawia się znana nam postać, choć tytuł "Człowiek ze stali" (Man of Steel) może być odrobinę mylący. Film ten opowiada historię Clarka Kenta, kojarzonego przez wszystkich kultowego Supermena. Kino akcji to być może nie moja bajka, ale chętnie bym ten film zobaczyła. Czasami daję się skusić i na takie kino, więc kto wie.












Film "Między słowami" jest jednym z moich ulubionych i Sofia Copolla zaskarbiła sobie nim moją pełną aprobatę dla jej twórczości, dlatego najnowsze jej dzieło "Bling Ring" zdecydowanie wyciągnie mnie do kina w któryś z czerwcowych wieczorów. Obraz ten opowiada prawdziwą historię nastolatków pragnących choć na chwilę żyć życiem gwiazd znanych z okładek tabloidów i z portali plotkarskich. Brzmi całkiem intrygująco, a w wykonaniu tak uzdolnionej reżyserki film ten z pewnością wart jest obejrzenia.












28 czerwca

Grupa iluzjonistów napadająca podczas swoich występów na banki i rozdająca zagrabione pieniądze publiczności? Brzmi nierealnie, ale o tym właśnie opowiada film "Iluzja" (Now You See Me), wchodzący do kina pod koniec miesiąca. Obraz ten zachęca mnie nie tylko swoją tematyką, ale i świetną obsadą, w tym jednymi z moich ulubionych aktorów: Jessem Eisenbergiem i Woodym Harrelsonem. Bardzo jestem ciekawa, co z tego wszystkiego wyniknie.













Moi faworyci w tym miesiącu to "Dziewczyna z szafy", "Bling Ring" i "Iluzja". A Wy na co macie ochotę?

niedziela, 9 czerwca 2013

New York, New York!







Tytuł: Sunset Park
Autor: Paul Auster
Wyd.: Znak
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 296







Nowy Jork - jest w nim coś intrygującego, coś, co przyciąga, fascynuje i ciekawi. Tamtejsze ulice tętnią życiem, rażą bogactwem barw i mnogością kultur. Trudno ubrać to miasto w ramy, trudno sklasyfikować je w jedną koherentną całość, trudno też przedstawić tylko jedno z jego oblicz, kiedy ogół składa się na mieszaninę tak wielu światów, poglądów, tradycji i zwyczajów. 

Historia Paula Austera nie jest jednak opowieścią o mieście. Autor niespiesznie, po kolei przedstawia nam swoich bohaterów, nowojorczyków, z całą gamą trosk, problemów, niedoskonałości i radości, które noszą w oblepionych miastowym kurzem i codziennością ciałach. To właśnie na nich skupia się cała uwaga, a ich ekscentryczność, oryginalność, wszelkie wady i zalety tworzą obrazy różnych twarzy Nowego Jorku - miasta, które nigdy nie śpi, które wszystko widzi i które pochłonie każdą duszę i zatopi ją w swym zgiełku.

Głównym bohaterem jest Miles, który nie potrafi nigdzie zagrzać miejsca, obijając się o ściany przeróżnych miast, o serca i umysły różnych ludzi, rezygnując całkowicie z kontaktu z najbliższymi i żyjąc jak ktoś, kto zagubił gdzieś swoją tożsamość, własne ja.Wszystko zmienia się w bardzo typowy sposób - ten niespełna trzydziestoletni mężczyzna poznaje kobietę. Dziewczynę właściwie, bo wybranka jego serca nie skończyła jeszcze 18 lat, co komplikuje nieco fakt stworzenia z nią oficjalnego i zgodnego z prawem związku. Miles podejmuje gorzką, choć niezwykle rozsądną decyzję. Postanawia wyjechać i, za namową dawnego przyjaciela, do czasu aż Pilar nie osiągnie pełnoletności, zamieszkać wraz z nim i gromadą interesujących indywiduów. 

Opowieść snuta jest z perspektywy każdej z tych jednostek z osobna. Powoli poznajemy historię Milesa, jego rodziców, nowo poznanych i nie do końca standardowych współlokatorów. Portrety psychologiczne budowane przez Austera sprawiają, że czujemy się niemal tak, jak byśmy śledzili życie sąsiadów z pobliskiej kamienicy, brali pod lupę ich uczucia, nawiedzające ich demony i lęki, wdzierając się przez dziurkę od klucza w ich prywatność.

Miałam nadzieję, że wraz z przeczytaniem tej książki, zapoznam się głębiej z charakterem Nowego Jorku, poczuję jego buchające różnorodnością wnętrze i wciągnę w nozdrza zapach tamtejszej niezwykłości. Otrzymałam jednak coś zupełnie odmiennego. Autor nie skupił się na mieście, wolał zgłębić ducha jego mieszkańców. Czy wyszło to jego książce na dobre? Myślę, że mimo wszystko tak. Myślę również, że to nie ostatnia pozycja jego autorstwa, po którą sięgnę. Auster jest bowiem równie intrygujący, co miasto, w którym umieszcza fabułę swych powieści i ciężko się od niego nie uzależnić.

5/6
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...