czwartek, 2 sierpnia 2012

Claudia rozdaje książki!

Ponieważ dziś będąc w supermarkecie i przeglądając czasopisma natknęłam się na miesięcznik Claudia, który tą letnią porą postanowił obdarować swoich czytelników książkami, postanowiłam się tym z Wami podzielić, a nuż skorzystacie. Gazeta z książką kosztuje 9,99zł, więc myślę, że cena jest przystępna. Do wyboru jest 5 pozycji. Oto i one (opisy zaczerpnięte są z okładek):


W czasie wojny siedemnastoletnia Basia poznaje dwa lata starszego od siebie Henryka. Zakochują się w sobie i najpiękniejsze chwile przeżywają razem w okupowanej stolicy. Gdy wybucha powstanie warszawskie, tracą ze sobą kontakt. Po wojnie dziewczyna próbuje odszukać ukochanego, który nie daje znaku życia...

To historia życia Barbary opowiedziana przez nią przypadkowo poznanej osobie. Jej tłem są wydarzenia z najnowszej historii Polski. Wzruszająca, pełna ciepła powieść o miłości, przyjaźni i tęsknocie, a także o Polsce ostatniego 60-lecia.










Pewnego dnia pewna kobieta zadała pytanie pewnemu mężczyźnie...

Tą kobietą była Dorota Wellman, a mężczyzną - Janusz Leon Wiśniewski. Po pierwszym pytaniu przyszły kolejne - czasami trudne, często dowcipne, zawsze dociekliwe. I tak powstała fascynująca podróż po rozmaitych miejscach i momentach życia znanego pisarza, a przede wszystkim po świecie jego emocji.


Czy Janusz Leon Wiśniewski był kujonem?

Kto jest jego sąsiadem?
Za jakimi kobietami ogląda się na ulicy?
Czego nie chciałby zrobić z Angelą Merkel?
Czy jest snobem i gadżeciarzem?

Na te i inne pytania odpowiada Dorocie Wellman. Poza tym - jak w każdej książce Janusza Leona Wiśniewskiego - solidna dawka naukowej wiedzy podana w erotyczno-poetyckiej formie. 



Arlene Flet zaczyna swoją opowieść, wymieniając tytułowe bóstwa: "gwiazdorzy szkolnych drużyn futbolowych, półciężarówki i wielkie cycki, jak również Jezus". Pierwszego z bogów zostawia martwego w rodzinnym miasteczku, a ostatniemu oddaje serce, chcąc rozpocząć nowe życie. Zawiera układ z Bogiem, przyrzekając, że skończy z cudzołóstwem i kłamstwem oraz opuści dom, jeżeli nikt nie znajdzie ciała. Z zabitego dechami rodzinnego miasteczka w Alabamie dziewczyna wyjeżdża do Chicago.

Po dziesięciu latach Arlene przeczuwa, że Bóg wycofał się z umowy, wraca na Południe, by przedstawić rodzinie czarnoskórego narzeczonego. W rodzinne strony dziewczyna jednak jedzie przepełniona obawą, że zbrodnia sprzed lat wyjdzie na jaw. 







Marc Lucas doświadcza strasznego cierpienia: w wypadku samochodowym, który sam spowodował, ginie jego żona, a wraz z nią nienarodzone dziecko. Odłamek, który przy zderzeniu wwiercił mu się w tył głowy, sprawia nieustający ból – ale znacznie bardziej bolesna jest rana na duszy.

Pewnego dnia Marc odkrywa w gazecie anons. Prywatna klinika psychiatryczna poszukuje do udziału w nowatorskim eksperymencie osób, które przeżyły straszliwą traumę. Budzi się w nim nadzieja, że uda się mu uwolnić od dręczącego wspomnienia.


Kiedy po pierwszych testach w klinice wraca do domu, zaczyna się prawdziwy horror. Klucz nie pasuje do mieszkania, przy dzwonku istnieje obce nazwisko. Otwierają się drzwi i Marc staje twarzą w twarz ze zjawą. 





Rose Grandee to idealna teksańska żona. Pragnie być inna niż jej matka, która ją kiedyś porzuciła bez najmniejszych skrupułów, dlatego też zaciska zęby i z godnością damy znosi maltretowanie ze strony męża, ukrywając rozliczne sińce pod słodkimi, pastelowymi sweterkami.

Rose jednak nie zawsze była tak uległa. Gdzieś zagrzebana w jej wnętrzu drzemie niezależna i zadziorna, łamiąca męskie serca dziewczyna z Alabamy, wyjątkowo biegle władająca bronią palną. Budzi się do życia, gdy wróżba z kart tarota wieszczy zgubę przykładnej Ro Grandee: przystojny mąż pozbawi ją życia, o ile ona nie zabije go pierwsza.

Zdana jedynie na własną inteligencję, przedpotopowego kolta dziadunia oraz swojego psa, Grubą Gretel, Rose ucieka z domu przed mężczyzną, który nigdy nie pozwoliłby jej odejść, z zamiarem odnalezienia matki. W trakcie tej podróży odkrywa prawdę o sobie i swojej rodzinie, doświadczając wiele bólu, ale i zabawnych przygód.





Ja sama jak na razie sprawiłam sobie "Jest takie miejsce" Wojciecha Zawioły. Na niejednym z Waszych blogów czytałam niezwykle pozytywne recenzje tej książki.

Co sądzicie o reszcie? Które czytaliście? Po które warto sięgnąć?
 


środa, 1 sierpnia 2012

Kalendarium # 08/2012



Subiektywny przegląd zapowiedzi filmowych, czyli na co warto wydać kasę w sierpniu:


 3 sierpnia

Miesiąc otwiera premiera trzeciej części przygód szalonych zwierzaków, czyli "Madagaskar 3" (Madagascar 3 - Europe's Most Wanted). Dwie pierwsze odsłony animacji biły w Polsce rekordy popularności. Czy podobnie będzie z tą? Tym razem nasi egzotyczni przyjaciele zawitają do Europy, którą muszą przebyć, aby dostać się do upragnionego celu - do Nowego Jorku. Oczy Was nie mylą. Lew Alex i spółka zatrudnią się w tym celu w cyrku. Jak potoczą się ich losy, jakie nowe postaci pojawią się na ich drodze  i czy uda im się osiągnąć to, co sobie zamierzyli - tego dowiemy się ubierając okulary 3D i zasiadając przed ekranem pełnym zwariowanych przygód.








Tego samego dnia do polskich kin wejdzie również "Wrong" - szalona i nietuzinkowa komedia, którą reżyser Quentin Dupieux zadebiutował na tegorocznym festiwalu Sundance. Główny bohater, Dolph Springer, gubi swego ukochanego psa. Cały film skupia się na poszukiwaniach pupila, które nabierają coraz to dziwniejszych form, a sam właściciel zmierza skutecznie do utraty rozumu. Myślę, że może być całkiem śmiesznie. Zwiastun wydaje się ogromnie pokręcony.













10 sierpnia

Pewnie wszyscy fani tej trylogii ze zniecierpliwieniem czekają na czwartą część zamykającą cykl. W "Dziedzictwie Bourne'a" (The Bourne Legacy) nie znajdziemy już naszego głównego tytułowego bohatera. W jego buty wejdzie Aaron Cross, którego pamiętamy z poprzedniej części. To on przejmie spuściznę po samym Bournie i niejednokrotnie wpadnie w jego imieniu w niemałe tarapaty.














17 sierpnia

Disney i Pixar przedstawiają nam w te wakacje "Meridę waleczną" ("Brave"). Tytułowa bohaterka to młoda buntowniczka z burzą rudych loków na głowie i łukiem gotowym do wystrzału w ręku. Poznamy jej przygody, wplączemy się w niejedno niebezpieczeństwo, ale będziemy walczyć do upadłego.















24 sierpnia

Woody Allen w swej pełnej krasie. Najpierw zawitał do Paryża i poczęstował nas magicznym powrotem do przeszłości. Pod koniec sierpnia obejrzeć z kolei będziemy mogli jego nowe dzieło "Zakochani w Rzymie" ("To Rome With Love"), aby tym razem poddać się urokowi pięknej Italii. Jak zwykle ujrzymy tu wiele sławnych twarzy. Tym razem Allen zaprosił do współpracy gwiazdy takie jak: Penelope Cruz, Alec Baldwin, Jesse Eisenberg, czy też Roberto Benigni. Ja czekam na ten film z niemałym zaciekawieniem.












31 sierpnia

 Niedaleka przyszłość, fabryka, jeden z pracowników odkrywa, że jest szpiegiem mocarstwa walczącego o dominację na świecie, nie pamięta jednak dla kogo konkretnie pracuje. "Pamięć absolutna" ("Total Recall") Lena Wisemana, który przyczynił się do sukcesów takich produkcji jak "Dzień niepodległości", czy też "Faceci w czerni" wchodzi na ekrany kin ostatniego dnia sierpnia. Całkiem możliwe, że warto wziąć ją pod uwagę.












Dwie siostry, jeden mężczyzna i wszyscy zamieszkujący niewielki domek na odludziu. Miłość, przyjaźń, pożądanie - jak rozegra się ta swoista sytuacja? "Siostra twojej siostry" ("You Sister's Sister") to niezależna nie typowo amerykańska komedia, która być może nas rozśmieszy, ale także dramat, który ma szanse nas wzruszyć. Ja jestem tego obrazu ciekawa. Premiera również ostatniego dnia sierpnia.


wtorek, 31 lipca 2012

Co z tym blogiem? Podsumowanie pierwszego miesiąca bezrobotnej.pl

Nie licząc kilku dni końca czerwca, to właśnie na lipiec padło rozkręcanie mojego bloga (które zresztą wciąż ma miejsce :). Często widuję podsumowania u Was i myślę, że pierwszy miesiąc to dobra pora na zmierzenie się z cyferkami, a także na ewentualne zmiany.

Zaczynamy!

W lipcu przeczytałam 6 książek, co daje ogółem 1624 strony. Wiem, że wynik imponujący nie jest, mam nadzieję, że z każdym kolejnym miesiącem będzie już tylko lepiej :). 

Na blogu pojawiło się (licząc trylogię Grzesiuka jako jedno) 7 recenzji książek i 4 recenzje filmów, tyle też obejrzałam.

Książką lipca zostają oficjalnie Oberki do końca świata (recenzja), a największym pozytywnym zaskoczeniem  Zielone drzwi (recenzja).

 Filmem miesiąca mianuję wszem i wobec świetnego Samotnego mężczyznę (recenzja).

W lipcu blog miał 1279 wejść i zdobył zaufanie 60 obserwatorów. Trudno mi się do tych liczb odnieść, bo nie mam porównania, Wasze blogi są już w większości zdecydowanie dojrzalsze niż mój :).

Najpopularniejszym postem miesiąca jest TOP 10 - Ulubione symbole dzieciństwa (klik). Z kolei najchętniej czytana recenzja książki to opinia na temat Zielonych drzwi. Pozostaje więc już tylko najczęściej odwiedzana recenzja filmu - w tej kategorii wygrywa Dzień dobry TV (recenzja).



Plany na przyszłość

Rankingi TOP 10 pojawiały się u mnie jak dotąd każdego tygodnia w środę. Wolałabym jednak te przerwy między nimi wydłużyć, tak, aby pojawiały się co 14 dni.

Chciałabym wplątać w tę stronę choć krztynę drugiego mojego hobby, jakim jest fotografia i otworzyć cykl fotograficzny, który pojawiałby się tutaj co dwa tygodnie w niedzielę. Cykl składałby się jedynie ze zdjęć i ich krótkiego opisu.

Będzie mi bardzo miło, jeżeli odniesiecie się jakoś do tych moich planów i wypowiecie się na ich temat. Wasza opinia jest dla mnie bardzo ważna i z pewnością wezmę ją pod uwagę.

Koniec marudzenia :)
 

poniedziałek, 30 lipca 2012

U R jew-nique! U R b-jew-tiful!*






Tytuł: Trzy małpy
Autor: Stephan Mendel-Enk
Wyd.: Świat Książki
Rok wydania: 2011
Ilość stron: 159








Zabawna książka o Żydach? Rzeczywiście coś w tym jest.

Nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z twórczością Stephana Mendela-Enka. Nie jest to zresztą dziwne, bo "Trzy małpy" to debiutancka powieść tego szwedzkiego dziennikarza. Wcześniej zasłynął reportażem poruszającym temat męskości zatytułowanym "Z ewidentnym wyczuciem stylu", który sprzedał się w niezwykle szerokim nakładzie i przyniósł autorowi popularność.

Od pierwszych stron powieści czuć, że Mendel-Enk zwinnie włada piórem. Prowadzi nas przez opisywaną przez siebie historię trochę na wyrywki, częstuje dosadnym humorem, ironią i lekką kpiną. Narratorem powieści jest około 13-letni chłopiec, który z punktu widzenia nastolatka zjadliwie i szczerze opisuje losy swej żydowskiej rodziny. Jacob przystępuje do bar micwy i tym samym wchodzi w dorosłość, czyta swój pierwszy fragment Tory i otrzymuje mniej lub bardziej religijne podarunki. Nie mija jednak wiele czasu, a jego świat zaczyna się sypać. Rodzice się rozchodzą, mama przyprowadza do domu nowego mężczyznę, a dziadkowie pałają do siebie coraz to większą niechęcią, aż w końcu przestają ze sobą rozmawiać. W tle tych familijnych rozterek przewija się pierwsze powstanie w Izraelu i rozpad gminy żydowskiej w Goteborgu. I choć dramat młodego chłopaka wcale się nie kończy, opowiada o nim z podszytym smutkiem i rezygnacją humorem, trochę jakby stał obok wydarzeń i był ich biernym obserwatorem.

Na powieść składają się lekko pourywane i poszarpane wspomnienia Jacoba, nie zawsze ściśle ze sobą związane, z lawiną dygresji odnoszących się do różnych faz z jego życia. Nie czytałam tej książki z zapartym tchem. Były to dla mnie krótkie opowieści, które ostatecznie zmierzały do jednego celu, a nie zwarta powieść płynąca ustalonym torem. Mimo wszystko tę krótką historię czytało się całkiem przyjemnie, a zabawne fragmenty sprawiały, że czasem na mojej twarzy pojawiał się uśmiech. Trochę mnie jednak męczyły końcowe przypisy, a tych było sporo, bo autor wplótł w swą opowieść wiele słów z języka hebrajskiego. Wolę kiedy znajdują się na końcu każdej strony, to znacznie ułatwia czytanie.

Reasumując:

4/6

*s.64



niedziela, 29 lipca 2012

Ile jest Batmana w Batmanie?





Tytuł: Mroczny Rycerz powstaje (Dark Knight Rises)
Reż.: Christopher Nolan
Produkcja: USA, Wielka Brytania
Premiera: 2012
Gatunek: Akcja, Sci-fi
Czas trwania: 2 godz. 45 min.






Ostatnia część trylogii Christophera Nolana aż wrzeszczy z promocyjnych plakatów. Przygody Batmana zawsze przyciągały do kin całe rzesze ludzi żądnych niezapomnianych emocji i wrażeń. Nie inaczej było i tym razem. Ja sama z wielką ciekawością zasiadłam przed kinowym ekranem i wchłonęłam prawie trzygodzinne dzieło bez cienia nudy. Reżyser począwszy od filmu "Batman - Początek" poprzez "Mrocznego Rycerza" aż do finalnej części losów Bruce'a Wayne'a, tworzył z wielkim rozmachem, który niejednokrotnie wpychał nas głęboko w kinowe fotele. Ten gatunek to nie jest moja działka, nie opiszę precyzyjnie technicznych zalet obrazu, bo po prostu się na tym nie znam, ale Batman, jak zawsze, trzyma poziom i już od pierwszych sekund chwyta naszą uwagę w kleszcze i skutecznie jej nie puszcza.


Bruce Wayne (Christian Bale) pojawia się w tej części jako ekscentryczny i zgorzkniały miliarder stroniący od ludzi. Zamknięty szczelnie w czterech ścianach swej ogromnej posiadłości pielęgnuje swą niechęć do świata. Rozmawia jedynie ze swoim lokajem i przyjacielem Alfredem (Michael Caine).

Film skupia się trochę wokół losów strąconego z piedestału Batmana. Wydawać by się mogło, że to nie on jest tutaj głównym bohaterem. Spod pióra scenarzysty wychodzi Selina Kyle (Anne Hathaway) - cyniczna i bezwzględna piękność w czarnym lateksowym kostiumie, która pomimo licznych porównań nie jest tu stricte kobietą-kotem. Poznajemy młodego ambitnego policjanta (Joseph Gordon-Levitt) odważnego w swych wyborach i dążącego do tego, aby sprawiedliwości stało się zadość, a w Gotham zapanował w końcu upragniony pokój. W końcu pojawia się tu również i czarny charakter. Tym razem jest to Bane (Tom Hardy), który być może nie jest tak barwny jak Joker, ale swym okrucieństwem i brutalnością zapracowuje sobie na miano tego złego. Jego wygląd także nie jest tu bez znaczenia. Bane nosi maskę a la Hanibal Lecter, która zniekształca jego głos, czyniąc z niego ni to ogromnego mężczyznę ni potwora. Nie jest to w każdym razie przyjemna postać i niejednokrotnie budzi przerażenie, chcąc zrównać miasto i wszystkich jego mieszkańców z ziemią. Nie bierze się on jednak znikąd. Jest byłym uczniem Ligi Cieni - zakonu, który wyszkolił samego Mrocznego Rycerza. 


Christopher Nolan zamyka trylogię o Batmanie w iście widowiskowy i spektakularny sposób. Niektórzy twierdzą, że daleko tej części do poprzedniej, ale rozmach z jakim stworzone są sceny batalistyczno-niszczycielskie moim zdaniem potwierdza wielkość jego i jego dzieła.

Miłośnik gatunku z pewnością do kina zajrzy, ale polecam ten film również osobom, które w normalnych warunkach po takie propozycje nie sięgają. "Mroczny Rycerz powstaje" to bowiem kwintesencja obrazu, który jest stworzony do oglądania na wielkim ekranie. Dodatkowym atutem będzie obejrzenie go na ekranach IMAX, ponieważ film kręcony był właśnie z ukłonem w stronę tej technologii. I rzeczywiście obraz i dźwięk są bez zarzutu i momentami wydaje się, jakbyśmy go oglądali w 3D. Naprawdę warto!


5/6

środa, 25 lipca 2012

TOP 10: NAJWAŻNIEJSZE NIEPRZECZYTANE KSIĄŻKI

Top 10 to akcja, przy okazji której raz w tygodniu na blogu pojawiają się różnego rodzaju rankingi, dzięki którym czytelnicy mogą poznać bliżej blogera, jego zainteresowania i gusta. Jeżeli chcesz dołączyć do akcji - w każdy piątek wypatruj nowego tematu.

Ponieważ na razie tematy zostały zawieszone, a ja mam jeszcze sporo do nadrobienia, zabiorę się za te, które mnie ominęły. Więcej szczegółów na temat rankingów TOP 10 znajdziecie na blogu Kreatywa.

A tymczasem dziś zajmę się... Najważniejszymi nieprzeczytanymi książkami



SERIA O HARRYM POTTERZE - J.K. ROWLING

Niewiele jest chyba osób, które jeszcze nie wsiąknęły w przygody małego czarodzieja. O ile na początku podchodziłam do tego cyklu dosyć sceptycznie i wychodziłam z założenia, że skoro wszyscy go czytają, to ja nie będę, tak teraz bardzo chętnie po niego sięgnę. Za bardzo lubię bajkowe klimaty, żeby nie dać tym książkom szansy. 






 
ROK 1984 - GEORGE ORWELL

Do tej książki ciągnęło mnie od zawsze, głównie ze względu na to, że tytułowy rok to również rok mojego urodzenia.  Mam nadzieję, że niedługo uda mi się ją w końcu przeczytać. 







CIEŃ WIATRU - CARLOS RUIZ ZAFON
 
Kolejna książka, którą czytali już chyba wszyscy oprócz mnie. I tu znowu na zasadzie "skoro wszyscy, to ja pasuję" ominęłam tę książkę szerokim łukiem. Wiem, że będziecie mnie do niej namawiać, bo podobno jest świetna i nie mówię, że nigdy jej nie przeczytam, bo na pewno  to kiedyś nastąpi.







PRZEMINĘŁO Z WIATREM - MARGARET MITCHELL
 
Klasyka ponad wszelką klasykę. Nie musicie mnie namawiać, z całą pewnością przeczytam tę książkę. Mam nadzieję, że jeszcze w tym roku.









KOD LEONARDA DA VINCI - DAN BROWN
 
Nie dam się przekonać do tej pozycji. Przynajmniej nie teraz. Wprawdzie staram się nigdy nie mówić nigdy, ale w tym przypadku na dzień dzisiejszy to powiem. Nie ciągnie mnie do niej, nie ciekawi skąd ten cały nad nią szum. Nie i koniec kropka.








ŻYCIE PI - YANN MARTEL
 
Swego czasu była to bardzo popularna książka. Na półce miał ją niemal każdy. Ja również mam ją w swoim zbiorze w wersji angielskojęzycznej i przeczytam ją, kiedy najdzie mnie na to ochota.








PIEŚŃ LODU I OGNIA - GEORGE R.R. MARTIN

Jeżeli zaznajomiliście się z moim ostatnim stosem, wiecie, że dwie pierwsze części cyklu znajdują się już w moim szczęśliwym posiadaniu. Myślę, że sięgnę po nie jesienią.








IDIOTA - FIODOR DOSTOJEWSKI

Nie wiem jeszcze kiedy to nastąpi, ale tę książkę po prostu muszę przeczytać!










TRAKTAT O ŁUSKANIU FASOLI - WIESŁAW MYŚLIWSKI
 
To jedyny polski autor w moim zestawieniu. Czaję się na tę książkę już od dłuższego czasu, ale nie miałam jej jeszcze okazji dorwać. Na pewno to nadrobię.









IMIĘ RÓŻY - UMBERTO ECO
 
Książka, którą znają wszyscy. Totalny klasyk, z którym wstyd byłoby się nie zapoznać.

poniedziałek, 23 lipca 2012

Niedźwiedź, potężna kobieta i młody pisarz, czyli John Irving i jego "zabawki"




Tytuł: Ostatnia noc w Twisted River
Autor: John Irving
Wyd.: Prószyński Media Sp. z o.o.
Rok wydania: 2010
Ilość stron: 575








Już na wstępie zaznaczę, że jestem fanką Johna Irvinga i to nie pierwsza jego powieść, z którą miałam do czynienia. Moja styczność z jego utworami przez wiele lat nosiła znamiona wzlotów i upadków. Rozpoczęłam bardzo dobrym "Światem według Garpa" i utwierdziłam się w przekonaniu o świetności autora, gdy na drugą lekturę wybrałam "Regulamin tłoczni win". Potem zaniżyłam nieco loty sięgając po "Metodę wodną", aby za chwilę dać się zachwycić przedostatnią książką wydaną w Polsce - "Zanim cię znajdę", a następnie zjechać po równi pochyłej w dół wraz z "Jednoroczną wdową". Nie zrozumcie mnie źle, żadna z tych książek nie była kiepska, niektóre były po prostu gorsze. Ale Irvinga zawsze czytało mi się przyjemnie i nigdy nie przeszkadzały mi powielane przez niego schematy, nazywane przez niektórych pójściem na łatwiznę. W każdej z jego powieści znajdziemy wątek niedźwiedzia, zapasów i cuchnących psów. Z kolei wśród głównych bohaterów pojawi się z pewnością jakaś potężnie zbudowana kobieta i młody pisarz z nadopiekuńczym rodzicem. Taki jest John Irving, w ten sposób pisze i albo się go lubi, albo uważa za pisarską pomyłkę. I choć należę do osób z tej pierwszej kategorii, "Ostatnia noc w Twisted River" mnie mimo wszystko rozczarowała.

Tytułowa Twisted River to nie tylko rzeka, ale również osada zamieszkiwana przez fliskaów - mężczyzn zajmujących się rzecznym transportem towarów. Kucharzem w tutejszej stołówce jest Dominic Baciagalupo samotnie wychowujący 12-letniego syna Danny'ego. Zapoznajemy się z ich postaciami w obliczu niezbyt fortunnych zdarzeń, które zmuszają ich do ucieczki z dotychczasowego miejsca zamieszkania. Przez całą książkę poznajemy całe półwiecze ich losów. Nasi bohaterowie dorastają, dojrzewają aż w końcu i się starzeją. Odniosłam jednak wrażenie, że autor oprowadza nas po tej historii w sposób nieco zbyt chaotyczny. Miesza wątki, miesza lata i bywało, że nie od razu wiedziałam gdzie jestem, czyją historię czytam i o jaki przedział wiekowy zahaczam. Nie było tu tej płynności, którą kojarzę z wcześniejszych jego książek i tym mi trochę nadepnął na odcisk.

Nie jest to książka niesamowicie wciągająca, nie jest to wybitne dzieło i nie jest to opowieść, z którą należałoby się koniecznie zapoznać. Osoby, które dopiero chcą rozpocząć przygodę z Irvingiem zachęcam do sięgnięcia po wcześniejsze jego pozycje. Tym, którzy każdą z poprzednich książek znają niemal na pamięć, mogę polecić "Ostatnią noc w Twisted River" jako pewnego rodzaju ciekawostkę. Lektura, choć lekko mi się dłużyła, należała mimo wszystko do dosyć przyjemnych. Spotkałam się również z opiniami, że to kolejna dobra pozycja w dorobku Irvinga, więc subiektywna ocena subiektywną oceną, ale najlepiej zapoznać się z tym dziełem na własną rękę, bo o gustach się przecież nie dyskutuje.

4/6

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...