niedziela, 30 czerwca 2013
Cykl fotograficzny # 11 - moje okolice
wtorek, 25 czerwca 2013
Wcale nie takie małe
Tytuł: Małe kobietki
Autor: Louisa May Alcott
Wyd.: MG
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 304
XIX-wieczne powieści nigdy mnie nie kręciły. Będąc małą dziewczynką nie zaczytywałam się w opowieściach o Ani z Zielonego Wzgórza, a jako dwudziestolatka nudziłam się jak mops, czytając "Dumę i uprzedzenie". Szerokim łukiem omijałam romanse, książki o kobiecych losach. Wolałam zaczytywać się w czymś, co według mnie, było bardziej wartościowe i lepiej współgrało z moją osobowością. Nadszedł jednak czas, kiedy postanowiłam przełamać te drzemiące we mnie uprzedzenia i zaczęłam zerkać z ciekawością również na inny typ literatury niż dotychczas. Postanowiłam zaniechać swojej książkowej dyskryminacji i sięgać po gatunki, które wcześniej wydawały mi się obce. Tym sposobem przekonałam się, że i romans potrafi być dobry, wciągający i wartościowy, a książki dla płci pięknej i o niej ciekawe i zupełnie nienużące. I tutaj przemycę naukę dla was, Drodzy Czytelnicy, wykazujący się obcesowym rasizmem wobec literatury polskiej/science fiction/dla kobiet/jakiejkolwiek innej (niepotrzebne skreślić). Mogą nas w ten sposób ominąć prawdziwe literackie przygody. Ściągnijmy klapki z oczu i poddajmy się tym książkowym eksperymentom. Naprawdę warto.
"Małe kobietki" to książka dla młodzieży, krąg ten zacieśniłabym wręcz do nastolatek, jeżeli mamy już wkładać ją ściśle w jakąś szufladę. Jest to powieść niezwykle grzeczna, poukładana, zdaje się, że pisana głównie dla panienek z dobrych domów. Moralizatorstwo, purytanizm, schematyczność - wszystko to możemy zarzucić jej bez mrugnięcia okiem, bo będzie to prawdą. Kiedy jednak przekraczamy próg domostwa państwa March, a naszym oczom ukazują się cztery zupełnie różne tytułowe kobietki, które przywitają nas z otwartymi ramionami, poczęstują herbatą, ciastkami i zabawią interesującymi historyjkami z życia lub ze świata wziętymi, ustępujemy. Nie oceniamy, nie marudzimy, nie grymasimy, tylko czytamy.
Ta książka jest po prostu przesympatyczna! Rozpościera przed nami uroczą słodko-gorzką historię, w której jednak nie ma zbyt wiele miejsca na konkretną porcję goryczy. Pojawia się tam ona właściwie jedynie po to, aby nas nie zemdliło, jako przeciwwaga dla miłych bohaterek powieści, które, choć nie są bez wad, na naszych oczach usilnie z nimi walczą. Poznajemy cztery siostry. Najstarsza i najpiękniejsza z nich to Meg, wchodząca powoli w dorosłość i jednocześnie odrobinę tym faktem onieśmielona. Jest tu także Jo, istna chłopczyca, która zaraża wszystkich optymizmem i żywiołowością, Beth, nieśmiała i zamknięta w sobie artystyczna dusza, oraz Amy, która jest najmłodszą, ale również najbardziej przemądrzałą z sióstr.
W tle "Małych kobietek" tli się okres wojny secesyjnej, wątek ten jednak nie dominuje, lecz naznacza w pewien sposób losy dziewcząt, zmuszonych do życia bez swego ojca, w okowach ciągłego zamartwiania się o jego los. Ogromną podporę stanowi tutaj ich matka - kwintesencja namacalnej dobroci. Nie wszystko jest kolorowe i usłane różami. Siostry mają swoje wzloty i upadki, pracują ciężko nad swoim charakterem i radzeniem sobie w trudnych finansowo czasach. Mając jednak tak stabilną podporę w postaci kochającej się rodziny, można przecież wszystko przezwyciężyć (tu ukłon w stronę moralizatorskiej strony powieści).
Ujęła mnie ta książka, przyznaję się bez bicia. Swoim ciepłem, prostotą, głównymi bohaterkami. Myślę, że nie tylko nastolatka znajdzie w niej coś dla siebie i że każda, mała czy duża, kobietka powinna wpisać ją na listę lektur obowiązkowych. Ja zrobiłam to już jakiś czas temu i zdecydowanie nie żałuję.
*********************************
Na koniec jeszcze taka mała blogowa prywata. Miało być wprawdzie z pompą, tortem, szampanem i w osobnym poście, ale niefortunny brak czasu sprawił, że i recenzję chciałam tu dziś wcisnąć. Do czego jednak tak nieudolnie zmierzam? Otóż mój blog obchodzi dziś pierwsze urodziny. Dziękuję Wam zatem bardzo, że byliście przez ten czas ze mną, moimi książkami, filmami, lepszymi i gorszymi pomysłami, zdjęciami, a czasem nawet i psem :). Mam nadzieję, że spędzimy razem również kolejny rok.
sobota, 15 czerwca 2013
Kalendarium # 06/2013
Subiektywny przegląd zapowiedzi filmowych, czyli alternatywa dla czerwcowych spacerów:
"Dziewczynka w trampkach" (Wadjda) to produkcja rodem z Arabii Saudyjskiej, opowiadająca właśnie o tych rejonach, o życiu tam, o życiu kobiet. Zbuntowana dziesięciolatka marzy o rowerze. Marzy o nim w kraju, w którym osoby jej płci mają zakaz prowadzenia pojazdów i pragnie tę zachciankę za wszelką cenę zrealizować. Czy jej się to uda i czy będzie to historia gorzka, czy pogodna - sama jestem ciekawa.
Film ten zdobył trzy nagrody na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Wenecji oraz nominację do nagrody w konkursie "Horyzonty".
14 czerwca
Wbrew pozorom i stereotypom uwielbiam polskie filmy i nie przestaję wierzyć w nasze rodzime kino. Co roku, oprócz godzących w gust szanującego się kinomana głupkowatych komedii, trafić możemy na prawdziwe perełki. Tego też spodziewam się po obrazie "Dziewczyna z szafy", który wydaje się być niezwykle ciepłą i zabawną historią, rodem z magicznych pól wyobraźni reżysera. Głównymi bohaterami są Jacek i jego niepełnosprawny brat, tracący często kontakt z rzeczywistością. Wszystko zmienia się, gdy na ich drodze staje wrzucona w depresję sąsiadka. Już dziś wiem, że wybiorę się na ten film do kina. A Wy?
Produkcja ta otrzymała kilka nagród na Festiwalu Debiutów Filmowych "Młodzi i film" w Koszalinie, w tym za najlepszy film, cztery nagrody na Ogólnopolskim Festiwalu Filmowym Prowincjonalia, dwie Tarnowskie Nagrody Filmowe oraz nominację do nagrody "Perspektywa" im. Janusza Kuby Morgensterna.
Zapewne kojarzycie Danny'ego Boyle'a z filmów takich jak "Trainspotting", czy nominowanych do Oscara "Slumdog Milioner z ulicy" i "127 godzin". W tym miesiącu reżyser ten wraca do kin z nową produkcją. Tym razem jest to hipnotyzujący (dosłownie i w przenośni) thriller "Trans" (Trance). Będzie o kradzieży wartościowych obrazów, utracie pamięci i sposobach, jak ją odzyskać. Może być całkiem ciekawie.
Parada równości nikogo już w dzisiejszych czasach nie dziwi. Inaczej ma się jednak sprawa we wciąż konserwatywnej Serbii, w której kwestia ta nadal nie wychodzi poza ramy tabu. Film "Parada" opowiada o losach i zmaganiach tamtejszych homoseksualistów. Powinno być trochę zabawnie, trochę dramatycznie i dosyć nietuzinkowo.
Film zdobył trzy nagrody na Berlinale oraz nagrodę i nominację na MFF GLBT w Turynie.
Jeżeli oglądaliście "Drive" i kojarzycie Ryana Goslinga, prawdopodobnie możecie mniej więcej domyślać się, czego spodziewać się po filmie "Tylko Bóg wybacza" (Only God Forgives). Będzie trochę mroczny, może i mocny i brutalny, trochę przemilczany, z ciekawą ścieżką dźwiękową. Przynajmniej ja tak go widzę i pewnie prędzej czy później się na niego skuszę, bo każdy film z tym aktorem to dla mnie "must watch".
Obraz ten zdobył nominację do Złotej Palmy w Cannes.
21 czerwca
W tym miesiącu czeka nas też gratka dla wielbicieli superbohaterów. Oto pojawia się znana nam postać, choć tytuł "Człowiek ze stali" (Man of Steel) może być odrobinę mylący. Film ten opowiada historię Clarka Kenta, kojarzonego przez wszystkich kultowego Supermena. Kino akcji to być może nie moja bajka, ale chętnie bym ten film zobaczyła. Czasami daję się skusić i na takie kino, więc kto wie.
Film "Między słowami" jest jednym z moich ulubionych i Sofia Copolla zaskarbiła sobie nim moją pełną aprobatę dla jej twórczości, dlatego najnowsze jej dzieło "Bling Ring" zdecydowanie wyciągnie mnie do kina w któryś z czerwcowych wieczorów. Obraz ten opowiada prawdziwą historię nastolatków pragnących choć na chwilę żyć życiem gwiazd znanych z okładek tabloidów i z portali plotkarskich. Brzmi całkiem intrygująco, a w wykonaniu tak uzdolnionej reżyserki film ten z pewnością wart jest obejrzenia.
28 czerwca
Grupa iluzjonistów napadająca podczas swoich występów na banki i rozdająca zagrabione pieniądze publiczności? Brzmi nierealnie, ale o tym właśnie opowiada film "Iluzja" (Now You See Me), wchodzący do kina pod koniec miesiąca. Obraz ten zachęca mnie nie tylko swoją tematyką, ale i świetną obsadą, w tym jednymi z moich ulubionych aktorów: Jessem Eisenbergiem i Woodym Harrelsonem. Bardzo jestem ciekawa, co z tego wszystkiego wyniknie.
Moi faworyci w tym miesiącu to "Dziewczyna z szafy", "Bling Ring" i "Iluzja". A Wy na co macie ochotę?
niedziela, 9 czerwca 2013
New York, New York!
Tytuł: Sunset Park
Autor: Paul Auster
Wyd.: Znak
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 296
Nowy Jork - jest w nim coś intrygującego, coś, co przyciąga, fascynuje i ciekawi. Tamtejsze ulice tętnią życiem, rażą bogactwem barw i mnogością kultur. Trudno ubrać to miasto w ramy, trudno sklasyfikować je w jedną koherentną całość, trudno też przedstawić tylko jedno z jego oblicz, kiedy ogół składa się na mieszaninę tak wielu światów, poglądów, tradycji i zwyczajów.
Historia Paula Austera nie jest jednak opowieścią o mieście. Autor niespiesznie, po kolei przedstawia nam swoich bohaterów, nowojorczyków, z całą gamą trosk, problemów, niedoskonałości i radości, które noszą w oblepionych miastowym kurzem i codziennością ciałach. To właśnie na nich skupia się cała uwaga, a ich ekscentryczność, oryginalność, wszelkie wady i zalety tworzą obrazy różnych twarzy Nowego Jorku - miasta, które nigdy nie śpi, które wszystko widzi i które pochłonie każdą duszę i zatopi ją w swym zgiełku.
Głównym bohaterem jest Miles, który nie potrafi nigdzie zagrzać miejsca, obijając się o ściany przeróżnych miast, o serca i umysły różnych ludzi, rezygnując całkowicie z kontaktu z najbliższymi i żyjąc jak ktoś, kto zagubił gdzieś swoją tożsamość, własne ja.Wszystko zmienia się w bardzo typowy sposób - ten niespełna trzydziestoletni mężczyzna poznaje kobietę. Dziewczynę właściwie, bo wybranka jego serca nie skończyła jeszcze 18 lat, co komplikuje nieco fakt stworzenia z nią oficjalnego i zgodnego z prawem związku. Miles podejmuje gorzką, choć niezwykle rozsądną decyzję. Postanawia wyjechać i, za namową dawnego przyjaciela, do czasu aż Pilar nie osiągnie pełnoletności, zamieszkać wraz z nim i gromadą interesujących indywiduów.
Opowieść snuta jest z perspektywy każdej z tych jednostek z osobna. Powoli poznajemy historię Milesa, jego rodziców, nowo poznanych i nie do końca standardowych współlokatorów. Portrety psychologiczne budowane przez Austera sprawiają, że czujemy się niemal tak, jak byśmy śledzili życie sąsiadów z pobliskiej kamienicy, brali pod lupę ich uczucia, nawiedzające ich demony i lęki, wdzierając się przez dziurkę od klucza w ich prywatność.
Miałam nadzieję, że wraz z przeczytaniem tej książki, zapoznam się głębiej z charakterem Nowego Jorku, poczuję jego buchające różnorodnością wnętrze i wciągnę w nozdrza zapach tamtejszej niezwykłości. Otrzymałam jednak coś zupełnie odmiennego. Autor nie skupił się na mieście, wolał zgłębić ducha jego mieszkańców. Czy wyszło to jego książce na dobre? Myślę, że mimo wszystko tak. Myślę również, że to nie ostatnia pozycja jego autorstwa, po którą sięgnę. Auster jest bowiem równie intrygujący, co miasto, w którym umieszcza fabułę swych powieści i ciężko się od niego nie uzależnić.
5/6
piątek, 26 kwietnia 2013
WYNIKI DELIKATNEGO KONKURSU!
Nadszedł w końcu ten dzień, kiedy obiecałam opublikować wyniki konkursu, ale, przyznam szczerze, nie wiedziałam, że organizując go zrzucam na własne barki tak trudne zadanie. Wszystkie Wasze odpowiedzi bardzo mi się podobały i miałam niemały problem, aby wybrać jedną z nich. Najchętniej nagrodziłabym chociażby kilka z Was, ale książka jest niestety tylko jedna. Nie przedłużając ogłaszam zatem wszem i wobec, że Zwyciężczynią (wszak w konkursie wzięły udział same kobiety) zostaje:
miqaisonfire
Serdecznie Ci gratuluję i mam nadzieję, że książka przypadnie Ci do gustu :)
Reszcie z kolei dziękuję za wzięcie udziału w konkursie. Wiedzcie, że gdybym miała więcej egzemplarzy tej powieści, chętnie bym Was nimi obdarowała, bo wszystkie spisałyście się na medal :)
środa, 10 kwietnia 2013
STARE ALE JARE # 1 - Na celowniku: Roman Polański
Nie muszę raczej przedstawiać tego kontrowersyjnego mężczyzny, wybitnego reżysera i francuskiego Polaka. Roman Polański zasłynął wieloma swymi dziełami, a jego kariera zaczęła się już w 1962 filmem Nóż w wodzie. Dziś w nowym cyklu, który zatytułowałam STARE ALE JARE przedstawić chciałabym trzy obrazy tego wybitnego twórcy w pigułce. Poprzez "stare" na myśli mam umownie filmy wyprodukowane przed rokiem 90-tym. Zapraszam zatem na część pierwszą!
NÓŻ W WODZIE (1962)
Oto pełnometrażowy debiut reżysera,
który wzbudził wiele kontrowersji, szokując podjętym tematem, i
jednocześnie zachwycając jego oryginalnością i uniwersalnością. Polański
wprowadził swych rodaków w nowy rodzaj filmu - w trzymający w napięciu
dramat psychologiczny, rozgrywający się jedynie między trójką bohaterów.
Mamy tu dziennikarza sportowego Andrzeja i jego żonę Krystynę, którzy
przypadkowo zabierają ze sobą nieznajomego autostopowicza. Mężczyźni są
jednak tak różni, dzieli ich tak ogromna przepaść, że napięcie między
nimi, spowodowane chęcią przewyższenia siebie nawzajem stopniowo
narasta, budując jednocześnie wszechogarniający niepokój widza o to, do
jakiego finału poprowadzi cała ta historia.
Obraz nominowany był do Oscara, Złotych Lwów i nagrody BAFTA w kategorii za najlepszy film nieanglojęzyczny.
4.5/6
4.5/6
DZIECKO ROSEMARY (1968)
Że Polański uwielbia siać zamęt w
głowach swoich widzów, to już wiemy. Że potrafi być twórcą pełnych
napięcia horrorów, w których nie leje się krew, nikt nie lewituje i nie
biega z ostrym narzędziem, dowiadujemy się 6 lat i 4 filmy po jego
debiucie. Dziecko Rosemary zaczyna się zupełnie niewinnie -
kobieta zachodzi w ciążę. Okoliczności są jednak przykryte gęstą mgłą
dziwnej i napawającej strachem niewiadomej, która przeraża nie tylko
przyszłą matkę, ale i zaczyna grać na emocjach osób wdrażających się w
historię opowiadaną przez reżysera. Nie małe znaczenie ma tu również
owiane mroczną tajemnicą miejsce zamieszkania młodego małżeństwa i jego dziwaczni sąsiedzi.
Film ten nominowano do Oscara, Złotych Globów oraz nagrody BAFTA za
scenariusz adaptowany, którego autorem był właśnie Roman Polański.
5/6
5/6
LOKATOR (1976)
Ostatni z prezentowanych tu filmów powstał na podstawie powieści francuskiego mistrza groteski Rolanda Topora, o którego Chimerycznym lokatorze pisałam jakiś czas temu tutaj.
Dzieło to jest bardzo wiernym odzwierciedleniem tematu zawartego w
książce i nieubłaganie stąpa jej po piętach. Polański nie
nadinterpretuje, a uwiecznia historię nieszczęśliwego, ogarniętego
paranoją Trelkovskiego na kliszy filmowej. Wizualizuje ją dla swych
odbiorców i częstuje nas tym, czym i Topor ogarnął naszą podświadomość w
czasie wzbudzającej wiele przeróżnych odczuć lektury. Znowu czujemy
niepokój - to chyba nieodłączna część psychologicznych obrazów reżysera,
znowu dajemy się mamić, wlepiając ślepia w ekran, na którym i my
jesteśmy w centrum wydarzeń. Myślę, że właśnie między innymi za ten dar
wzbudzania tak silnych emocji, reżyser należy do czołówki światowego
kina i każdy jego starszy film oglądamy z niestygnącym zachwytem, a na
nowe czekamy z niecierpliwością dziecka.
5/6
5/6
A Wy? Co myślicie o Polańskim? Lubicie jego filmy? Macie jakieś ulubione?
środa, 3 kwietnia 2013
KONKURS z okazji 100-ego posta!
Niniejszy post jest setnym na moim blogu. Strona ta miewała swoje wzloty i upadki, spowodowane brakiem czasu nie-bezrobotnej fanki wyostrzonego pracoholizmu. Chciałabym dziś jednak uczcić ten okres, spędzony z moimi czytelnikami, autorami innych blogów, które z chęcią odwiedzam, ze wszystkimi, którzy mi kibicowali, częstowali dobrym słowem i sprawiali, że atmosfera była tu tak swobodna i przyjemna. BARDZO WAM ZA TO DZIĘKUJĘ!
Już kiedy zaczynałam prowadzić bloga, postanowiłam sobie, że jeżeli dotrwam do setnego posta, będzie on konkursowy. Wybrałam Delikatność, bo wiem, że to dosyć popularna książka w ostatnim czasie, wiele osób chce ją przeczytać, a te, które mają ją już za sobą, lecz wypożyczały ją z różnych źródeł, chętnie widziałyby ją na swojej półce.
Nie będę kazała Wam wypisywać cudów niewidów, myślę, że zadanie konkursowe nie sprawi nikomu żadnych trudności, więc, jeżeli tylko macie ochotę, zapraszam do udziału i życzę powodzenia :)
REGULAMIN
1. Organizatorem konkursu i fundatorem nagrody jest autorka bloga bezrobotna.pl
2. Nagrodę stanowi książka Davida Foenkinosa Delikatność, która nie jest nowa, została przeczytana uprzednio przez jedną osobę (moją opinię na jej temat znajdziecie tutaj).
3. W konkursie mogą brać udział wszystkie osoby zamieszkałe na terenie Polski, również te nieprowadzące własnego bloga.
4. Konkurs trwa od 3.04-24.04 do północy.
5. Rozstrzygnięcie konkursu nastąpi 26.04, a zwycięzca wyłoniony zostanie według subiektywnej oceny autorki bloga.
6. Zadaniem konkursowym jest dokończenie zdania: Delikatność to... . Forma i długość wpisu zależy od własnych preferencji osób biorących udział w konkursie.
7. Po wyłonieniu zwycięzcy, autorka bloga prosi o kontakt mailowy w celu podania adresu, na który wysłana ma zostać nagroda.
8. Jeżeli macie ochotę, możecie umieścić baner konkursowy na swoim blogu, nie jest to jednak warunek konieczny.
9. Mam nadzieję, że niczego nie pominęłam. Te formalności są bardzo męczące :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)


























