czwartek, 14 lutego 2013

O miłości na opak


Grypa żołądkowa w Walentynki? U mnie jak widać wszystko jest możliwe, dlaczego więc filmy prezentowane 14 lutego miałyby ociekać lukrem niczym tłustoczwartkowe pączki? Wpadam tylko na chwilę, bo już od dłuższego czasu planowałam wrzucić tu tą komercyjną romantyczną porą kilka filmowych awalentynkowych propozycji. Na opisy nie mam już jednak siły. Ból głowy spowodowany gorączką daje się we znaki, ale pokrótce zapoznam Was z ogólnym zarysem każdego z przedstawianych tu dzieł i odeślę do wszechwiedzącego Filmwebu.


Na co zatem macie dziś ochotę?

  • Na miłość dorosłego mężczyzny do niedojrzałej, jeszcze dziecięcej, acz kokietującej niczym rasowa kusicielka, nimfetki? ---> LOLITA
  • Na gorszącą opowieść o miłosnej obsesji, snutą przez samego Polańskiego? ---> GORZKIE GODY
  • Na miłość, w której hasło "do grobowej deski" jest bardziej adekwatne niż "żyli długo i szczęśliwie"? ---> BONNIE & CLYDE
  • Na uczucie, które omija wszelkie granice i nie straszna mu nawet nieprzytomna wybranka serca, a wszystko to w awangardowej otoczce stworzonej przez samego mistrza Almodovara? ---> POROZMAWIAJ Z NIĄ
  • Na historię miłosną opartą na faktach zaczerpniętych z życia świetnego amerykańskiego pisarza Henry'ego Millera i jego dwóch muz: Anais Nin, słynącej ze swych ociekających erotyką dzienników i June - żony i toksycznej miłości autora? ---> HENRY I JUNE
  • Na trójkąt... nie, czworokąt uczuć zaczynających się gdzieś w centrum miłości, a kończących na rozdrożach nienawiści? ---> BLIŻEJ
  • Na historię kobiety, którą zdradzał mąż? Banalnie? A co powiecie na to, że zdradzał ją z mężczyzną? ---> ON, ONA I ON
  • Na relację szef-podwładna, która zdaje się przekraczać wszelkie granice zapisane w kodeksie pracy? ---> SEKRETARKA
  • Na opowieść o kochankach, których wspólną pasją jest zabijanie? ---> URODZENI MORDERCY
  • Na odkrycie zagadki pewnego chirurga plastyka i jego tworu, czyli na Almodovara i jego niestandardową opcję miłości po raz drugi? ---> SKÓRA, W KTÓREJ ŻYJĘ


sobota, 2 lutego 2013

Django [OSCARY 2013]






Tytuł: Django (Django Unchained)
Reż.: Quentin Tarantino
Produkcja:USA
Premiera: 18 stycznia 2013
Gatunek: dramat, western
Czas trwania: 2 godz. 45 min.   







Zwykle, kiedy do kin wchodzi nowy film Tarantino, zacieram ręce na pyszną zabawę i rezerwuję bilety z najlepszą miejscówką. Przygotowuję się na głośny chlupot odbijającej się od ścian krwi, szykuję usta do wyginania w krzywy uśmiech, podyktowany ironią wylewającą się z dialogów, i wiem, że czeka mnie kolejna niezapomniana uczta - uczta, która zakorzeni się w mojej pamięci i świadomości, jako wspaniały kinowy twór jednego z moich ulubionych reżyserów. Zapytacie, czy jestem obiektywna, mając na uwadze fakt tak wielkiej adoracji mistrza Quentina. Odpowiem Wam zatem, że nie wzięła się ona znikąd i zachęcę do zapoznania się z dziełami, o których pewnie nie raz słyszeliście, stały się przecież klasykami w historii światowej kinematografii. "Pulp Fiction", "Wściekłe psy", czy nawet ostatni jego film "Bękarty wojny" to produkcje, które moim zdaniem poznać powinien każdy szanujący się kinoman. Ten oryginalny reżyser potrafi przenieść wszystkie swoje zabawki wraz z całą piaskownicą do każdego kolejnego filmu, i jednocześnie zaskoczyć widza czymś nowym, zahaczyć o niezbadane dotąd rejony i zrobić to tak, jakby całe życie zmierzał do jednego konkretnego celu i tylko na nim się skupiał. Panie i Panowie, przed Wami DJANGO!


Rzecz dzieje się dwa lata przed wybuchem Wojny Secesyjnej. Południe Ameryki stanowi pożywkę dla handlarzy niewolników, jest siedliskiem brudnych, nikczemnych praktyk, niemających w poszanowaniu innej rasy niż biała. Właśnie w tych czasach przyszło żyć Django - butnemu, czarnoskóremu mężczyźnie, który, wydawać by się mogło, pogodzony jest z losem. Pozory jednak i w tym przypadku mylą. Wisi nad nim piętno zemsty, a w sercu gnieździ się pragnienie uwolnienia ukochanej Broomhildy, służącej u ekscentrycznego bogacza Calvina Candy'ego. Nietrudno sobie wyobrazić jak ciężko jest ratować i aktywnie działać, kiedy kajdany ranią nogi do krwi, uniemożliwiając ucieczkę, a nad głową stoi kilku rosłych mężczyzn z bronią w ręku. I tu, w najmniej spodziewanym momencie, na drodze naszego bohatera pojawia się pewna postać. Wygląda całkiem niewinnie, ot miły, nieszkodliwy, kulturalny pan w średnim wieku, były dentysta, doktor King Schultz. Okazuje się jednak, że to Niemiec, mało tego, łowca głów. To właśnie ten ekscentryczny jegomość postanawia dać upust swej niechęci do idei niewolnictwa i daruje Django upragnioną wolność. A w postać tę wciela się nie kto inny, jak Christoph Walz, okrutny nazista z "Bękartów wojny", co zresztą stanowi chyba pewien prztyczek w nos widza mającego tendencję do szufladkowania aktorów, grywających u tych samych reżyserów.

Rozpoczynając od Walza, poprzez Jamiego Foxa, Leonardo DiCaprio i Samuela L. Jacksona, obsada tego filmu zahacza o mistrzostwo. Każdy z tych aktorów wywiązał się ze swojej roli pierwszorzędnie i idealnie wpasował się w klimat westernu. DiCaprio odegrał psychopatycznego dandysa, frankofila znającego jedynie kilka francuskich słów, człowieka, którego morale rozdeptały dawno bose stopy niewolników zmuszanych do walk na śmierć i życie. Jego sługa, w którego wcielił się Samuel L. Jackson, to z kolei podstarzały czarnoskóry lokaj, mający swego pana za władcę wszechświata i piewcę wszelkich mądrości. Tak doskonale zagrane postaci, zdjęcia, montaż, muzyka, nie stworzyły pastiszu gatunku. Moim zdaniem Tarantino, pomimo swoich ciągot do wyśmiewania i wzgardzania schematami, stworzył pełnokrwisty western z ciętymi dialogami i ludzkim mięsem, bryzgającym wprost z ekranu na oszołomionego widza. Jest brutalnie - ostrzegam, ale film na tym nie traci, a wręcz nabiera specyficznego dla reżysera klimatu.


Czy ten obraz to rzeczywiście taki jawny przejaw rasizmu? W Stanach pojawiły się na jego temat bardzo skrajne opinie. Sam Spike Lee okrzyknął film bulwersującym i zachęcał swych fanów do bojkotu. Z kin wychodzi jednak wielu uśmiechniętych i zadowolonych Afroamerykanów, którzy nie czują się urażeni. Ba! Twierdzą, że dzieło Tarantino to ukłon w stronę ich uciśnionych przodków. Ja również odbieram ten film w ten właśnie sposób. A jeżeli inny reżyser zarzuca twórcy "Django" rasizm, to chyba mu po prostu zazdrości. A jest czego.

5,5/6

czwartek, 31 stycznia 2013

Kalendarium # 01/2013


Subiektywny przegląd zapowiedzi filmowych, czyli to wprawdzie ostatni dzień stycznia, ale prezentowane filmy są wciąż do obejrzenia na dużych ekranach, więc proszę o wybaczenie i przedstawiam, co następuje:



"Strażnicy marzeń" (Rise of the Gardians) to animacja twórców Shreka i Madagaskaru, co już powinno dać nam na nią pewien pogląd. Bohaterami filmu są postaci wyciągnięte prosto z baśni i legend. Co będzie ich zadaniem? Oczywiście walka ze złem, i to w jak najlepszym wydaniu.

Animacja była nominowana do takich nagród jak: Złote Globy, Annie, Złoty Laur, Eddie, Czarna Szpula i Satelita.




Głośna ekranizacja słynnej powieści Yanna Martela "Życie Pi" (Life of Pi) stała się dosyć szybko kinowym hitem. Wcale mnie to zresztą nie dziwi, bo po obejrzeniu samego zwiastuna, stwierdzam, że warto zobaczyć ten film na dużym ekranie chociażby ze względu na piękne zdjęcia. Historia chłopca, którego rodzina ginie w katastrofie morskiej, a on sam zmuszony zostaje do podróży niewielką łodzią wraz z tygrysem, brzmi bardzo ciekawie.

Jak pewnie wiecie "Życie Pi" nominowane jest do 11 Oscarów i wielu wielu innych nagród, których nawet nie ma sensu tu wymieniać.


Polski thriller? Aż strach się bać. Ujęłam go jednak w styczniowym zestawieniu, bo lubię dawać naszym rodzimym filmom szansę, jeżeli tylko odchodzą od konwencji głupawych komedii. "Sęp" zbiera zresztą całkiem pochlebne recenzje, więc może rzeczywiście warto go zobaczyć. To historia policjanta prowadzącego nowe, dosyć intrygujące dochodzenia w sprawie znikających przestępców.






Hasło, że to film wpisujący się w gatunek surrealizmu wystarczyło mi, żeby się nim zainteresować. "Holy Motors" to opowieść o milionerze pracującym dla dosyć specyficznej agencji. Do jego obowiązków należy wcielanie się w inne osoby i życie ich życiem. Brzmi dosyć mrocznie i może być ciekawie. 

Film zdobył nagrodę na festiwalu w Cannes, Camerimage i Stowarzyszenia Krytyków Filmowych Los Angeles, oraz liczne nominacje do Cezarów.




Nie jestem jakoś szczególnie przekonana do tej komedii, ale ma dosyć dobre oceny i jest w zasadzie jedyną reprezentantką gatunku na tej liście, więc czemu nie? Główna bohaterka filmu o lekko przekombinowym tytule "Wyszłam za mąż, zaraz wracam" (Un Plan Parfait) podlega nietypowej klątwie. Zanim wyjdzie za mąż za ukochanego, zmuszona jest wziąć ślub i natychmiastowy rozwód z kimś zupełnie przypadkowym. Co z tego będzie? Nie wiem, nie wiem też, czy kiedykolwiek się dowiem.




Nowy film Tarantino "Django" (Django Unchained) był na mojej liście filmów obowiązkowych i, co za tym idzie, mam go już za sobą. Nie będę się więc zbytnio na jego temat rozpisywać i odeślę Was do recenzji, która powinna pojawić się w najbliższą sobotę.

Film nominowany jest w 5 kategoriach do Oscara, wygrał dwa z trzech Złotych Globów, zdobył również wiele innych nominacji i wyróżnień, m.in. na festiwalu BAFTA.



Następna animacja, podobno zresztą kolejna warta obejrzenia. "Ralph Demolka" (Wreck-It-Ralph) to czarny bajkowy charakter, który wyrusza w podróż przez różne gry komputerowe, aby stać się dobrym. Moim zdaniem brzmi to nawet całkiem nieźle.

"Ralph" nominowany jest do Oscara w kategorii najlepsza pełnometrażowa animacja. Zdobył także nominacje do takich nagród jak Złote Globy, Annie, Złoty Laur, Eddie, Satelita, Czarna Szpula i Złota Szpula. No... trochę tego jest.



Według Filmwebu "Sesje" (The Sessions) opowiadają historię "dotkniętego paraliżem mężczyzny, który postanawia poznać smak seksu. W tym celu opłaca terapeutkę, której specjalnością jest leczenie zahamowań seksualnych". Podoba mi się ten pomysł. Podoba mi się również obsada, bo, gdy w filmie gra Helen Hunt, ciężko wyobrazić mi sobie, żeby był on słaby.

"Sesje" mają na koncie jedną nominację do Oscara (właśnie dla Helen), poza tym również do Złotego Globu, BAFTY i wielu innych.



"Nędznicy" (Les Miserables) to, jak pewnie wszyscy doskonale wiecie, adaptacja słynnej powieści Victora Hugo, przeniesiona na duży ekran, tym razem w formie musicalu. Słyszałam już o niej wiele pochlebnych opinii i nie mogę się wręcz doczekać, kiedy zobaczę ją na własne oczy.

Film jest nominowany jest do 8 Oscarów. Ma poza tym na swoim koncie wiele innych nominacji i wygranych na przeróżnych prestiżowych festiwalach filmowych.




Być może nie oscarowo, ale podobno równie dobrze, czyli "Broken" Rufusa Norrisa. Historia 11-letniej dziewczynki chorej na cukrzycę i jej nadopiekuńczego ojca, borykających się z problemami życia codziennego i nie tylko, to mój styczniowy "must-watch".

Film otrzymał brytyjską nagrodę BIFA, nominowany jest także do nagród na festiwalu Camerimage, Transatlantyk i Europejskiej Akademii Filmowej.







Już wkrótce zapraszam na mój ambitny, choć może nie do końca wykonalny, PROJEKT OSCARY 2013




środa, 23 stycznia 2013

TOP 10: KSIĄŻKI NA ZIMOWE WIECZORY

Top 10 to akcja, przy okazji której raz w tygodniu na blogu pojawiają się różnego rodzaju rankingi, dzięki którym czytelnicy mogą poznać bliżej blogera, jego zainteresowania i gusta. Jeżeli chcesz dołączyć do akcji - w każdy piątek wypatruj nowego tematu. Więcej szczegółów na temat rankingów TOP 10 znajdziecie na blogu Kreatywa.

Zimowe wieczory jak najbardziej nastały. Zresztą wcale nas nie oszczędzają, bo ciemno robi się już przed godziną 16. Tak czy inaczej, nie ma co narzekać, grunt to wziąć do ręki dobrą książkę i rozkoszować się jej klimatem w połączeniu ze słodkim gorącym kakaem lub pyszną aromatyczną herbatą. A oto moje Top 10 książek ocieplających mroźne dni:


1. 44 SCOTTLAND STREET - ALEXANDER MCCALL SMITH

 Nie mogę polecić całego cyklu, bo czytałam jak na razie tylko pierwszą część, na tyle jednak przypadła mi do gustu, że mogę śmiało założyć, że i z kolejnymi będzie mi po drodze. 



2. STOKROTKI W ŚNIEGU - R.P. EVANS

Być może nie jest to książka z najwyższej półki, a jedynie przyjemne czytadło, którego fabuła ma miejsce w okresie świąt, ale chyba mimo wszystko dobrze jest sobie umilić nią któryś z zimowych wieczorów. Moją opinię na jej temat znajdziecie tutaj.



3. OPOWIEŚCI Z NARNII - C.S. LEWIS

Wkraczamy w magiczne klimaty, czyli moje ulubione w tym mroźnym okresie. Pewnie większość ma już te historie za sobą, ale dla tych, których Narnia ominęła mam bardzo ważny komunikat: Nadrabiać, ale to już! Moją ulubioną częścią jest "Podróż wędrowca do świtu", ale i reszta daje mnóstwo radości.



4. ZŁODZIEJKA KSIĄŻEK - MARKUS ZUSAK

Od kiedy ją przeczytałam jest jedną z moich ulubionych książek. Czyż historia opowiadana przez samą Śmierć może nie przypaść do gustu? Zusak jest zresztą mistrzem tworzenia wspaniałego klimatu powieści, stąd też mój kolejny wybór, czyli zimowa pozycja nr 5.



5. POSŁANIEC - MARKUS ZUSAK

Ciut bardziej podobała mi się jednak "Złodziejka książek", ale i tej książce niczego nie brakuje i jakaś taka ciekawa wydaje mi się szczególnie tą zimową porą.



6. FILARY ZIEMI - KEN FOLLET

Jak dla mnie to dobry okres na wszelkiego rodzaju sagi, takie długaśne, wielowątkowe i wciągające. Moją opinię na temat "Filarów" znajdziecie tutaj.



7. MIASTO ŚNIĄCYCH KSIĄŻEK - WALTER MOERS

Jak kilka z Was zauważyło pod recenzją "Krabata", Moers również należy do świetnych niemieckich pisarzy z gatunku baśniowego fantasy. Trudno i mnie się z tym nie zgodzić. Czytałam tę książkę (w okresie zimowym naturalnie) w zeszłym roku i przeniosła mnie w niesamowity wręcz świat dla mola książkowego, w świat, w którym źródłem, przyczyną i celem jest książka. I jeszcze ta okładka...



8. OPOWIEŚCI O NIEWIDZIALNYM - E.E. SCHMITT

Jest to pięknie wydany zbiór trzech opowieści autora: Oskar i pani Róża, Pan Ibrahim i kwiaty Koranu oraz Dziecko Noego. Nadaje się nie tylko do przeczytania, ale i wręczenia jako prezent.



9. NIEKOŃCZĄCA SIĘ HISTORIA - MICHAEL ENDE

Pisałam już o tej pozycji przy okazji książek, które miały wpływ na moje życie. Jako dziecko uwielbiałam film na jej podstawie, jako osoba już nieco bardziej dorosła sięgnęłam po książkę, która mnie zauroczyła.



10. ULICA MARZYCIELI - ROBERT MCLIAM WILSON

Trochę z innej beczki i coś bardziej podchodzącego pod "44 Scottland Street". Książka ta opowiada losy przyjaciół zamieszkujących Belfast, tym razem zawitamy więc do Irlandii Północnej. Czytałam ją już dosyć dawno temu, ale bardzo ciepło ją wspominam.




niedziela, 20 stycznia 2013

Tyrmand i jego muza






Tytuł: Tyrmandowie. Romans amerykański
Autor: Agata Tuszyńska
Wyd.: mg
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 269  








miłość, filoz., religiozn. uczucie skierowane do osoby lub przedmiotu, wyrażające się w pragnieniu dla nich dobra, szczęścia i zachowania ich istnienia*
 
Rzec by się chciało, że ta dwójka poznała się przypadkiem, ale pierwszymi, ciekawymi siebie nawzajem spojrzeniami obdarzyli się na umówionym wcześniej spotkaniu. Ona miała za dużo makijażu, starł jej go chusteczką. On okazał się zbyt niski, nuta rozczarowania przebiegła przez jej myśli. 

List rozpoczynający ich znajomość wysłała jeszcze go nie znając. Była 23-letnią studentką iberystyki, a on imponował jej swoim stylem i poglądami polityczno-kulturalno-obyczajowymi spisywanymi na kartach prestiżowego New York Times'a. Nie sądziła nawet, że jej odpisze, lecz kilka tygodni później otrzymała wiadomość z odpowiedzią, w której słynny Tyrmand zachęcał ją do kontaktu telefonicznego. Tak właśnie umówili się na owo spotkanie, które naznaczyć miało ich dalsze losy. Od tej chwili przestali być Mary Ellen i Leopoldem. Stali się koherentną całością.

Przyznaję, że nie czytałam jeszcze żadnej książki tego znamienitego polskiego pisarza. O jego świetności dowiedziałam się dopiero wkraczając w blogowy świat, a więc dziełami, poprzez które zaczynam go poznawać są właśnie jego listy do trzeciej żony, z którą żył już do końca swych dni. A życie to, jak na historię pisaną przez rzeczywistość przystało, bywało różne. Nie zawsze byli obok siebie i na każde swoje skinienie, żyli często w rozjazdach. Oboje uwielbiali jednak pisać i przelewać swoje myśli na papier, wzajemna korespondencja była więc dla nich rzeczą zupełnie naturalną. Większość z ich listów zachowała się zresztą do dziś, i my, czytelnicy, mamy możliwość otworzenia tej szuflady pełnej kopert i wyciągnięcia ukrytych w nich papierowych skarbów, z rumieńcami na policzkach i szeroko otwartymi oczami, przepełnionymi dziecięcą ciekawością.

Zawsze interesowały mnie takie autentyczne historie miłosne. Bez zbędnego lukru, bez happy-endu, z szarością i problemami codziennego życia, do bólu szczere i porywające w swej prostocie, tworzące jednocześnie wokół siebie swoiście magiczną otoczkę, którą charakteryzują się głębokie i pełne oddania zażyłości. Chętnie przeczytałabym więcej tych listów, więcej komentarzy samej Mary Ellen, obejrzałabym więcej zdjęć, bo wszystko to zostawiło we mnie pewien niedosyt. Jest to jednak moim zdaniem niedosyt czytelniczo pozytywny, bo autorka zachowała spore pole do popisu dla wyobraźni swego odbiorcy, a i pani Tyrmand ukryła część swego życia za kurtyną, którą odsłania tylko do pewnego momentu. Obie ukazały nam w zamierzeniu to, co może nas zaciekawić, ale nie obarczyły nas zbyt szeroką wiedzą na temat życia tej pary, nie wpuściły do jej małżeńskiej alkowy, która kryła w sobie złoża przeróżnych sekretów. Uchyliły drzwi i pozwoliły patrzeć nam przez szparę na kilka wybranych wycinków z tego pięknego romansu - amerykańskiego romansu ze snów. Ja zajrzałam tam z nieukrywaną przyjemnością.

5/6

Recenzja bierze udział w wyzwaniu Polacy nie gęsi, czyli czytajmy polską literaturę!

* źródło: słownik PWN  
 

niedziela, 6 stycznia 2013

Cykl fotograficzny # 10 - zima zima zima, pada pada śnieg

Czy u Was za oknem też na powrót zrobiło się biało i na wskroś zimowo? Wprawdzie nie miałam jeszcze okazji, ani nawet czasu, ruszyć z aparatem w plener, ale zima na Śląsku co roku wygląda raczej podobnie, przed Wami więc zeszłoroczne mrozy. Korzystając z okazji, że wreszcie udało mi się tu zajrzeć, chociaż miałam małe plany a propos rocznego podsumowania, z których niestety nic nie wyszło, życzę Wam wszystkim SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!






niedziela, 30 grudnia 2012

Ile jest nienawiści w miłości?*







Tytuł: Insekt
Autor: Claire Castillon
Wyd.: W.A.B
Rok wydania: 2009
Ilość stron: 173  







Dziewiętnaście opowiadań. Dziewiętnaście matek i dziewiętnaście córek uwikłanych w historie, o których nie chce się słyszeć, o których mówi się na ucho konspiracyjnym szeptem, bo przerażają, wprawiają w zakłopotanie, bo bulwersują, gorszą i brzydzą. Czy pani wie, że taka a taka wyrzuciła swoje dziecko z pędzącego samochodu? Słyszałam, ze młoda Ówna bije swoją matkę. Ponoć sąsiadka sąsiadki faszeruje swoją córkę lekami. Przyznajcie, że nie dzielimy się tym głośno z każdą napotkaną osobą, choć plotkarska natura popycha człowieka w coraz to dalsze rejony wtykania nosa w nie swoje sprawy.

Claire Castillon otwiera przed nami świat więzi pomiędzy matkami i córkami, więzi niejednokrotnie toksycznych, nafaszerowanych zazdrością, brakiem szacunku i ogólnym zniesmaczeniem. Miłość przez nią opisywana jest chora, jest zalążkiem czegoś brudnego i hańbiącego, ukazuje nam realia podpalone ogniem mnóstwa negatywnych odczuć i emocji. Obnaża bezinteresowność, poświęcenie, lecz także niechęć z jakimi matka opiekuje się upośledzonym dzieckiem, aby za chwilę odwrócić role i kazać córce troszczyć się o dotkniętą demencją starczą rodzicielkę. W tych krótkich i prostych, choć dosadnych formach autorka naprzemiennie oddaje głos to jednej, to drugiej. Narracja pierwszoosobowa przytłacza czytelnika wyznaniami zgorzkniałych, niewdzięcznych córek i nadopiekuńczych matek, które sądzą, że wiedzą, co dla ich dziecka najlepsze. I nie potrzeba było większej ilości słów, żeby wyrazić wstręt, niepokój i niestygnącą nienawiść. Każde opowiadanie liczące jedynie te kilka stron idealnie oddaje klimat, w jaki zamierzała nas wrzucić Castillon. Ja w każdym razie poleciałam jak długa po równi pochyłej w dół w świat przez nią wykreowany i ciężko było mi wydostać się na powierzchnię.

Kobieta to, nie owijając w bawełnę, dosyć skomplikowana istota i myślę, że każdy mężczyzna mi w tym punkcie ochoczo przyklaśnie. Dwie kobiety z kolei, to już prawdziwa burza z piorunami, szczególnie, kiedy przepełnione są goryczą i nieprzychylnymi wobec siebie uczuciami. Autorka ukazać chciała jak trudna potrafi być relacja nawet między reprezentantkami płci pięknej tej samej krwi. Choć historie te są mimo wszystko skrajnym ujęciem tematu i bieguny, jak to zwykle bywa, są niezaprzeczalnie dwa, spisała te krótkie opowiadania tak umiejętnie, że ja naprawdę wierzę, że takie rzeczy dzieją się gdzieś za ścianą, w sąsiednim bloku czy mieście i obraz, który buduję sobie na ten temat w głowie szczerze mnie przeraża.

5/6

Recenzja bierze udział w wyzwaniu Z literą w tle.

* Pytanie zaczerpnięte z tylnej okładki książki.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...